06 Mar 2011

Mój kolega z Zatorza założył blog Der Olstyner. Wyjechał do Niemiec wiele lat temu. Nie chodziliśmy razem do szkoły, jest ode mnie starszy. Ale ja zastanawiam się ile osób wyjechało z naszej  klasy za granicę. Policzyłem. W podstawówce trzy, w liceum cztery. Dużo? Mało? Nie ze wszystkimi mam  kontakt.

Zatorze stało się na tyle kultowe, że rozmawia się o nim na uniwersytecie.  W klubie „Baccalarium” w Kortowie przy okazji rozmowy o poezji wyszło na to, że literatura, która w ostatnich 20 latach powstała w Olsztynie, tej dzielnicy zawdzięcza najwięcej. Podczas spotkania zastanawialiśmy się jaka jest tego przyczyna. Bo wiadomo, że Mariusz Sieniewicz czy Włodzimierz Kowalewski, by wymienić najbardziej utytułowanych autorów, a wcześniej Alicja Bykowska-Salczyńska, czy Stanisław Piechocki i Jerzy Ignaciuk, w niej spędzili dzieciństwo i dzielnica za torami bywa obecna na kartach ich książek.

Moja diagnoza jest taka, że większość starych miast na świecie ma takie awersy i rewersy, dzielnice po lewej i prawej stronie rzeki. W tym wypadku Olsztyn dzieli nie Tybr i Wisła tylko linia kolejowa. Zatorze jest olsztyńskim Zatybrzem. Czy Pragą. Olsztyn zresztą, jak Rzym, zbudowano na siedmiu wzgórzach.

Po wojnie na Zatorzu osiedlili się kolejarze z Wilna. Powstała ciekawa mieszanka ludzi z różnych stron przedwojennej Polski, głównie z Kresów  oraz tutejszych, nazywanych autochtonami. Na targowiskach miejskich mieszała się twarda gwara warmińska z kresowym zaśpiewem.

Obecni na spotkaniu przypomnieli, że większość najważniejszych zatorzańskich autorów należy do pokolenia baby boom, czyli powojennego wyżu demograficznego. Kiedy zdawałem maturę w mojej klasie było 36 osób. Mój kolega z jednej równoległych pięciu klas maturalnych uznał za najważniejszy czynnik demograficzny w tym bujnym rozwoju literatury o zatorzańskim pochodzeniu.

P.S.1 Trzy wiadomości: jedna zła i dwie dobre. Zła jest taka, że młodzi ludzie o których pisałem we wpisie z 10 lutego nie wystawią szkolnego przedstawienia na 10 osób, ponieważ warsztaty teatralne odbywają się w tym samym czasie, co końcowe egzaminy gimnazjalne, które właśnie zdaje ta klasa. Ale dowiedziałem się, że najambitniejsi z nich chodzą na kółko teatralne na którym wystawiają „Mątwę” Witkacego. Wśród nich są jeszcze tacy, którym i tego mało, więc jadą na tydzień filozoficzny do Lublina by – jak napisał mi młody człowiek, który się tam wybiera – posłuchać mądrych ludzi.

P.S.2 Cieszy mnie zainteresowanie tematem czytania. Odezwało się sporo osób, które lubią książki.

P.S.3 Zmarła Irena Kwiatkowska. Jej charakterystyczny głos towarzyszy mi od zawsze. Słuchałem w najwcześniejszym dzieciństwie z bakelitowej skrzynki radioodbiornika Pionier jak czyta „Plastusiowy Pamiętnik” Marii Kownackiej oraz wiersze Brzechwy i Tuwima. Później w czarno-białym telewizorze zachwycałem się serialem „Wojna domowa”, w którym partnerowała mojemu ulubieńcowi – Kazimierzowi Rudzkiemu. Potem był „Kabaret Starszych Panów”. Już jako mocno dorosły człowiek kupiłem sobie „książkę do słuchania”, czyli jak się teraz mówi audiobook z „Kubusiem Puchatkiem” w jej wykonaniu. To mistrzostwo świata. Kiedy myślę o „Kubusiu Puchatku” natychmiast widzę Zatorze. Bo Stumilowy Las miałem za oknem. Nie wiem jak teraz jest z czytaniem (słuchaniem) Milnego, ale w moim pokoleniu zrobiła wrażenie wiadomość, że ktoś przywiózł z zagranicy tłumaczenie „Kubusia Puchatka” na łacinę. Ciekawostka:  tytuł książki po węgiersku to „Micimackó” a po białorusku „Winia-Pych”.

Na zdjęciu ulica Żeromskiego na Zatorzu

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.