09 Cze 2012

Stawkolodzy czyli sympatycy serialu  „Stawka większa niż życie” przyjechali na dwa dni do Olsztyna. 

W tę sobotę wędrowali  po Starym Mieście śladami serialu. Wcześniej spotkali się ze Stanisławem Mikulskim, który niezapowiedziany – z ręką na temblaku, po przebytej niedawno operacji ręki – zjawił się w klubie „U Artystów”. Aktor opowiadał na liczne pytania dotyczące serialu, ale także najnowszej produkcji w której wystąpił z Emilem Karewiczem – „Stawka większa niż śmierć”.

Stanisław Mikulski obejrzał też wystawę na której zgromadzono  między innymi zdjęcia z 1967 roku, kiedy powstawały  „olsztyńskie” odcinki „Stawki”.

Wystawa na parterze  klubu „U Artystów” ma być czynna całe lato. Może stanie się zaczątkiem Muzeum Hansa Klossa w Olsztynie?

Zaułek „Stawki większej niż życie” już jest i pod nim w samo południe w sobotę sfotografowali się uczestnicy zlotu. Wśród nich był nestor olsztyńskich fotoreporterów  – Wacław Kapusto.

 

18 Kwi 2012

Sobota. Nad Krzywym. Jestem na weselu Marka i Karoliny. Marek to syn Giny i Waldka, moich sąsiadów z Narutowicza. Pamiętam kiedy się urodził. Pamiętam jego obie babcie. Moi dawni sąsiedzi wyprowadzili się już z miasta i mają dom w jednej z pobliskich miejscowości. Młodzi brali ślub w kościele w Bartągu przed zabytkowym królewieckim ołtarzem.   Kiedy jechaliśmy do Bartąga  widziałem bloki podchodzące pod tą zabytkową XIV – wieczną wieś. Ten widok mnie poraził. Te całe mówienie o kulturalnym dziedzictwie jest pustym hasłem skoro tak bezceremonialnie traktuje się na Warmii i Mazurach krajobraz, nie widząc w nim żadnej wartości. Przecież na Gubałówce nikt nie buduje bloków. Należę do ostatniego pokolenia, które pamięta urodę warmińskiej wsi. Jeszcze parę lat i banalne bloki spod sztancy wchłoną Bartąg.

Ale wesele było bardzo pokrzepiającym wydarzeniem. Zobaczyłem na nim dorodnych, pięknych, miłych ludzi. Jedliśmy swojskie jedzenie. I wcale nie rozmawialiśmy o polityce.

Piątek. Malbork. Na odnowionym dworcu odkrycie: herb Olsztyna. Obok herbu Grudziądza.

Idę na zamek, jak zwykle robi dobre wrażenie. Zawsze wyobrażam sobie jak musiał olśniewać gości i wrogów Zakonu. I myślę też o tym, że po II wojnie został podniesiony z ruin i nie zrobiły tego krasnoludki, tylko mieszkańcy Malborka.

 

Niestety jakby teraz do zamku stracili serce, można go zwiedzać tylko do godz.15. Wszedłem na dziedziniec po godz.14, ale zdążyłem jeszcze w tempie ekspresowym zobaczyć wystawę różnych skarbów z bursztynu, w tym będących własnością króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz szkatułki wykonane w warsztatach królewieckich. Ciągle więc ten wątek królewiecki.

Sobota. Kaliningrad, czyli dawny Królewiec. Oglądam z zewnątrz odnowiona katedrę , której zrujnowane wnętrze widziałem w 1991 roku.

Chodzę śladami, którymi podążał mój bohater, Sylwester Podgórski, więzień Hohenbruch , o którym opowiadam uczniom rosyjskiej szkoły i miejscowym Polakom w Czerniachowsku.

Sobota. ”Skowyt” w reż. Rob Epsteina o poecie Allenie Ginsbergu i jego poemacie „Skowyt”. Film w konwencji paradokumentu z elementami animacji. Świetna robota. Razem ze mną trzy osoby na sali.

Poniedziałek. ”Przetrwanie” Joe Carnahana. Film mroczny i agnostyczny. Lubię  Liama Neesona. Tu w roli nieustraszonego myśliwego. Na sali kilkanaście osób.

Poniedziałek.”Stawka większa niż śmierć”. Malbork udaje Królewiec. Nowy Kloss bez wdzięku. Plastik.  Aktorstwo jak z gry komputerowej. Sala w części zapełniona.

Piątek. Sprawił mi frajdę Włodek Kowalewski. Dostałem od niego antologię opowiadań, którą W.A.B. wydało na swoje dwudziestolecie pod tytułem „Autor przychodzi wieczorem”. W tomie jest jego opowiadanie „Śmiechowicz”. Bohater, ów pan Śmiechowicz pracuje jako spiker przed wojną w toruńskim radio. Mam duży sentyment do radia i Torunia. W tym mieście mieszkali przed wojną moi dziadkowie. Dziadek zbudował pierwsze radio w Toruniu. Mieszkali spokojnie przy ulicy Matejki aż do czasu kiedy we wrześniu 1939 roku przyszli panowie w żelaznych kapeluszach i ich wypędzili. Dziadkowie już nigdy nie wrócili do Toruniu. Mnie on tak nie obrzydł jak im i przyjechałem do miasta Kopernika na studia. Lubię czasem tam wracać i popatrzyć na Stare Miasto z drugiej strony Wisły. I lubię Bydgoskie Przedmieście, po którym przemieszcza się bohater – Najpiękniejszą Ulicę Świata.

Niedziela. 15 kwietnia mija sto lat od katastrofy Titanica. Orkiestra, która grała do końca jest teraz oskarżana o to, że przez nią ocalało mniej ludzi. Nie mobilizowała pasażerów do opuszczenia statku , tylko uspokajała  rzewnymi tonami. Choć od katastrofy minęło tyle lat to wciąż mnożą się kolejne teorie spiskowe. „Die Zeit” podał kilka z nich. Statek nie wpadł na gorę lodową tylko doszło do pożaru i wybuchów  w składzie węgla przy kotłowni. Katastrofa była oszustwem ubezpieczeniowym. Zatonął nie nowiutki Titanic tylko jego zdezelowany bliźniak Olympic „odpicowany” byle jak do rejsu. W pobliżu miejsca katastrofy stał na kotwicy tajemniczy zaciemniony statek, który nie brał udziału w akcji ratowniczej. Miał to być norweski żglowiec, który wyruszył na nielegalny połów fok i nie chciał, żeby go wykryto.

Od katastrofy Titanica minęło sto lat, czyli cały wiek. Koniec wieku pod znakiem Titanica?

31 Paź 2010

1 listopada będę jak co roku kwestować na cmentarzu przy kościele św. Józefa na  Zatorzu. Tym razem od godz. 9 do 10. Gdyby ktoś chciał dołożyć  swój grosik do renowacji  tej nekropolii , to zapraszam.

Słowo kwesta pochodzi ze średniowiecznej łaciny i  oznaczało kiedyś zbieranie jałmużny, czyli datków pieniężnych na biednych. Cmentarz św. Józefa jest bardzo biedny. Na moich oczach, jeśli tak można powiedzieć o cmentarzu – umierał.  Mijałem go codziennie przez jedenaście lat idąc ulicą Rataja do szkoły podstawowej nr 5 i potem III LO. Pamiętam bogate, przedwojenne mogiły z czarnego marmuru mieszkańców  niemieckiego Allenstein.

Pamiętam też te powojenne. Stanisław Piechocki w swoim „Olsztynie magicznym” opisał jedną z nich. Należy do mieszkańca Wilna, generała  Franciszka Ostrowskiego (1866-1957). Był synem powstańca styczniowego, zesłanego z rodziną na Kaukaz. Franciszek Ostrowski  urodził się Jekatierinogradzie. Jako podporucznik batalionu strzelców kaukaskich brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej w latach 1904-1905, później w kampanii w Afganistanie (!) i w bitwach w Prusach Wschodnich podczas I wojny światowej. W 1917 roku wstąpił do I Korpusu gen. Dowbór-Muśnickiego. W 1918 roku został oficerem Wojska Polskiego. Dowodził II Brygadą. Podczas wojny polsko-bolszewickiej uczestniczył w wielu bitwach, m.in. pod Rohaczewem nad Słuczem.

W 1921 Ostrowskiego przeniesiono w stan spoczynku. Piechocki zastanawiał się czy powodem tego wydarzenia była jego przeszłość jako dowborczyka , czy mezalians. Generał bowiem poślubił swoją służącą. Być może Józef Piłsudski  wykorzystał ten fakt by pozbyć się z armii oficera związanego  z gen. Dowbór-Muśnickiem. W 1945 roku generał, jak to się wtedy mówiło, „repatriował się” z Wilna do Olsztyna. Mieszkał z żoną i córką na Zatorzu przy ul.Żeromskiego. Piechocki napisał, że generał Ostrowski był poliglotą. Znał pięć języków.

Na cmentarzu św. Józefa spoczęło wielu najmłodszych mieszkańców Zatorza, który urodzili się w Olsztynie w końcu lat 40. i  w latach 5o. Któregoś roku  spotkałem w trakcie kwesty na św. Józefa koleżankę z podstawówki , która mi powiedziała, że pochowany jest  tu  jej brat. Nie miałem pojęcia o tym, że miała brata. Innym razem spotkałem mieszkankę Gdańska. Powiedziała mi, że jest tylko jeden sposób na to by  uratować ten cmentarz: zezwolić  na pochówki na nim. Tak stało się w Gdańsku na jednym z poniemieckich cmentarzy .

P.S. Szukałem ilustracji do powyższego tekstu. Postanowiłem zamieścić fotografię najbardziej niesamowitego cmentarza jaki znam. Wenecka wyspa San Michele. Cmentarz otoczony jest murem. Spoczywają na nim między innymi włoscy arystokraci, rosyjscy kompozytorzy i tancerze. I poeci z całego świata. Najbardziej znani  to Ezra Pound i Josif Brodski. Leżą niedaleko  siebie na cmentarzu ewangelickim. Zdjęcia zrobiłem w sierpniu 2000 roku.


24 Sie 2010

Jak pisał klasyk „ lata złote nogi/już się szykują do drogi.” W  tym roku nie odpuszczam lata. Pływałem żabką w mazurskich jeziorach. Ostatnio rowerem wodnym po Krzywym .  Znów żabką w  Skandzie. I w Kortowskim. Postanowiłem też poszukać wspomnień nad Krzywym. Poczułem tam wiatr od morza.

Nie lubię chodzić nad wodę sam. W góry jak najbardziej. Ale nad wodą zawsze szukam towarzystwa rodziny, kolegów i koleżanek. Kiedy byliśmy ze znajomą na przystani „Warmia” zobaczyłem tam portret Krystyny Eisele jako komandora Yacht Klubu. Krysia była jedną z najważniejszych osób olsztyńskiego żeglarstwa. Sześć lat temu, jak to mówią żeglarze, odeszła na wieczną wachtę. Kulturalna pani. Lwowianka.  Była moją pierwszą szefową w „Gazecie Olsztyńskiej”. Kiedyś spytałem ją czy wybrałaby się sama w dłuższy rejs.  –  Nigdy, odpowiedziała mi. – Cała przyjemność żeglowania polega na tym by ją przeżywać z kimś, by dzielić się natychmiast wrażeniami…

Oczywiście są samotni żeglarze , którzy opływają świat, ale pani Krystynie najbardziej odpowiadał ten „wspólnotowy” aspekt  żeglowania.

Chodząc po przystani „Warmii” poczułem w pewnej chwili  wiatr od morza. Tu były przecież początki olsztyńskiego wielkiego żeglowania.

Odwiedziliśmy też plażę miejską i główne jej molo. Latem to centralny plac Olsztyna. Kto tego nie rozumie , ten kiep.

Gdy masz w nozdrzach zapach wody i czujesz pod bosymi stopami deski pomostów — wiesz że żyjesz.

I pointa. Jestem szczęśliwym posiadaczem grubego tomu „Stany Zjednoczone w literaturze”. To amerykański podręcznik szkolny z wypisami.  Może kiedyś poświęcę tej książce więcej miejsca, bo na to zasługuje. Wśród jej wspaniałych ilustracji  wiele jest rycin i fotografii żaglowców, widoków mórz, rzek, jezior  i strug.  Jeden z rozdziałów poświęcony jest Melvillowi i jego „Moby Dickowi”.


Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.