24 Kwi 2016

Katowice. Choć to muzyka z innej epoki, z Wenecji czasów baroku, myślę o dwórkach królowej Bony, które przyjechały do zimnego kraju. „Ale szybko wyszły za mąż” mówią znajomi. „Che città, che città/ Co za miasto, co za miasto”. Nuria Rial z Katalonii śpiewa arie z oper Francesca Cavalliego. Towarzyszy jej międzynarodowy zespół muzyki dawnej L’Arpeggiata. Sala NOSPR (Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia). Najlepsza pod względem akustyki w Polsce i jedna z trzech tej klasy w Europie. 


Marek
NOSPR x


RUDA ŚLĄSKA-HALEMBA. W domu jednorodzinnym Stanisław Trefoń
zgromadził dzieła, jak nazywa, sztuki intuicyjnej. gornicy
Kolekcję można oglądać za darmo.
 Pan Trefoń
Na zdjęciu pan Trefoń wskazuje na "Pejzaż przemysłowy" Ewalda Gawlika



KATOWICE. Wizyta w skromnej pracowni mistrza Erwina Sówki.
Z pracowni

Sówka 1
Sówka 2Sowka 3
07 Gru 2015

Janusz Połom, mój szkolny kolega z III Liceum Ogólnokształcącego, profesor na Wydziale Sztuki UWM otrzymał nagrodę im. Hieronima Skurpskiego za dokonania w dziedzinie filmu i fotografii. W laudacji na cześć laureata wspomniałem o Jerzym Klikowiczu, naszym panu od przyrody. Ten utalentowany nauczyciel, gdy chodziliśmy do liceum, zrealizował film na lekcji biologii, taką filmową lekcję poglądową. Janusz dziękując za nagrodę wśród powinności artysty wymienił troskę o najbliższy pejzaż. Choć ceni sztukę wysublimowaną, to jednak spostrzega, że życie w harmonijnej przestrzeni jest najważniejsze.

Najlepsi

Pozostając w szkolnym kręgu: poznałem wnuczkę mojego wychowawcy i nauczyciela z podstawówki nr 5 na Zatorzu. Miało to miejsce na uroczystości wręczenia dyplomów ukończenia studiów absolwentom Wydziału Sztuki. Dwójka z nich: Vanessa Kurmin i Mateusz Cwaliński otrzymała nagrody dziekana za najlepsze dyplomy w roku akademickim 2014/2015. ( Tu na zdjęciu Zbyszka Urbalewicza).

Mgr Vanessa Kurmin to właśnie wnuczka mojego nauczyciela. Otrzymała nagrodę za cykl rzeźb, które wykonała pod kierunkiem dr. Izydora Borysa w Instytucie Sztuk Pięknych. Swoją pracą nawiązuje do ostatnich dni Pompei. Vanessa urodziła się we Włoszech. Pomysł na dyplom narodził się, gdy jako uczestniczka programu wymiany studentów Erazmus wyjechała na Sycylię. Zainspirowały ją odlewy ciał, które zobaczyła w ruinach Pompejów zniszczonych w starożytności przez wybuch Wezuwiusza.

O Mateuszu Cwalińskim, studiującym w Instytucie Muzyki, pisałem już w tym miejscu. Pamiętacie nazwę zespołu „ŻelipapĄ”? Słuchałem dyplomowej prezentacji tego zespołu (licencjat) w maju tego roku. Mateusz grał na akordeonie utwory słynnych mistrzów tang, Francuza Richarda Galliano i Argentyńczyka Astora Piazzolli. Lubię nie tylko słuchać Mateusza , ale patrzeć jak gra.

 

13 Gru 2013

PROMOCJA CZYTELNICTWA. SPEKTAKL Z „MEDYKA”. WILNO PROFESORA Z  „KALENDARZEM OLSZTYNA”.

 

CZWARTEK. W Galerii Sztuki BWA w olsztyńskim planetarium wystawa fotografii czarno-białej i kolorowej „Cielistość ciała”  Magdy Rogowskiej-Otremby. Świetne akty.

Na otwarcie tańczyli Rafał Milcewicz ( Książę z baletu „Dziadek do orzechów”) i Lusia Fedorowska.

Od dwu lat współpracuję z Magdą przy tworzeniu multimedialnych widowisk promujących poezję i fotografię.

Zdj_cie0964[1]

Z okazji wernisażu poznałem dwoje młodych artystów: Mateusza Cwalińskiego, studenta Instytutu Muzyki UWM i Lucynę Kowalską. Oboje są świetni. I oboje mieszkają na olsztyńskim Zatorzu, najbardziej kulturotwórczej dzielnicy Olsztyna.

Mateusz, jak to mówią na Kurpiach i Śląsku, gra na cyji. Lucyna od dziecka związana jest z teatrzykami prowadzonymi przez Marię Jenny-Burniewicz. To Jenny skomponowała muzykę do mojego wiersza „Tyłeczek modelki Herzigowej”, którego wersję muzyczną w czwartek usłyszała publiczność BWA.

A Marek Gardzielewski złożył ręcznie i wydrukował w technice poligraficznej „Tyłeczek”. To debiut Pracowni Starych Technik Drukarskich WBP i trójjęzycznej serii wydawniczej „Trilinguis”. Bo „Tyłeczek” został wydrukowany w Olsztynie po polsku, czesku i chorwacku.

Rozdałem podczas wernisażu pięć egzemplarzy tej książeczki tym, którzy mieli przy sobie aktualne karty biblioteczne (promocja czytelnictwa.

ŚRODA. Jak połączyć mazurskość z portalami społecznościowymi? W Szkole Policealnej im. prof. Zbigniewa Religi w Olsztynie powstał spektakl „Kamienna dłoń”, nawiązujący do utworów Ernsta Wiecherta i baśni mazurskich Herberta Somplatzkiego.

Final KAMIENNEJ DLONI MBTwórcą przygotowywanego przez rok widowiska jest Aleksandra Salczyńska, nauczycielka-terapeutka ze Szkoły im. prof. Religi. Na scenie 34 wykonawców: uczniowie i absolwenci tej szkoły, uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej w Olsztynie, uczniowie Gimnazjum nr 12 im. Sybiraków w Olsztynie i przyjaciele. Grupa teatralna, którą utworzyli nazywa się „Alma Rey.

Widowisko przypomina w swojej formie grę komputerową. Ma uwrażliwiać widza na Innego, na cierpiącego człowieka.

Bohaterka „Kamiennej dłoni”, Pomponiara (cheerliderka), która lansuje się na „fejsie”, ma chorą na autyzm siostrę. Poniża ją. Pewnego dnia, gdy uderzy siostrę, jej ręka skamienieje.

Bohaterka błądzi po wirtualnym świecie, gdzie spotyka awatary ludzi, którzy też kogoś skrzywdzili, ale także istoty, które pomagają jej uwolnić się od winy. W tle słyszymy głos Brejvika i  muzykę łódzkiego zespołu Coma.

Młodzi aktorzy nie mają tremy, wcielają się w wiele ról. Jest taniec, elementy pantomimy, śpiew i poezja. Świetne kostiumy i maski. Inscenizacja działa na widzów bardzo emocjonalnie.

Całe przedsięwzięcie współfinansowała Unia Europejska w ramach Europejskiego Funduszu Europejskiego. „Kamienną dłoń”  dwukrotnie już wystawiono w sali CEiIK-u.

– Co dalej ze spektaklem? – pytam Olę Salczyńską – Czekamy na zaproszenia ze szkół…

PIĄTEK. Przedwojenne Wilno, miasto w którym są korzenie wielu olsztynian, było jednym z bohaterów wieczoru na zamku. Dr. hab. Przemysław Dąbrowski prof. UWM na Wydziale Prawa i Administracji został laureatem Nagrody Prezydenta Olsztyna im. Jerzego Bohdana Koziełło-Poklewskiego w dziedzinie historii.

Nagrodzono książkę profesora Dąbrowskiego „Rozpolitykowane miasto. Ustrój polityczny państwa w koncepcjach polskich ugrupowań działających w Wilnie w latach 1918-1939”.

Tadeusz Baryła z OBN, powiedział w laudacji, że książka opisuje wkład inteligencji wileńskiej w rozwój nowoczesnej polskiej myśli narodowej i państwowej.

Spytałem prof. Dąbrowskiego czym dla niego jest  nagroda im. Koziełło-Poklewskiego. „Po pierwsze: ogromnym wyróżnieniem, największym jakie do tej pory mnie spotkało, po drugie: jest potwierdzeniem tego, że warto w życiu realizować swoje pasje i nie rezygnować z nich, bo wcześniej czy później muszą być docenione”- odpowiedział prof. Dąbrowski.

Obaj jesteśmy z profesorem absolwentami tego samego liceum, III LO w Olsztynie.

 

Drugim bohaterem wieczoru był Tomasz Śrutkowski, redaktor i wydawca „Kalendarza Olsztyna”. To już 16 rocznik tego wydawnictwa. Jak zwykle bogatego w teksty, popularyzujące wiedzę o ludziach i ważnych miejscach naszego miasta.

W „Kalendarzu” jest także plon Ogólnopolskiego Konkursu Satyrycznego „Olsztyn 660 lat” i przypomnienie szopek noworocznych „Gazety Olsztyńskiej” i Radia Olsztyn. Warto zapoznać się z historią III LO w Olsztynie ( górą nasze liceum!). „Kalendarz” publikuje również portret rodzinny znanego rodu aktorskiego Burczyków.

Polecam również nieznane fotografie autorstwa Zofii Barankiewicz, w tym wieży spadochronowej w Parku Jakubowym. Miałem kiedyś przyjemność skakać z tej wieży .

 

27 Lis 2011

Poniedziałek. Znajomy powiedział mi, ze musi pracować do 68 roku życia, bo właśnie wtedy spłaci kredyt. Nie wyobraża sobie, ze mógłby rodzinie zostawić jakieś długi. Ma bogatą wyobraźnię.

Wtorek. Robert Redford wyreżyserował film „The Conspirator” (Spiskowiec), który jest rekonstrukcją mało znanej – także w Stanach – historii procesu przeciw oskarżonym o spisek i zamordowanie prezydenta Lincolna.

W Ameryce kino biograficzne trzyma się mocno. Widzowie mają dość fantazji? Eastwood nakręcił „J.Edgara” o Hooverze z DiCaprio w roli głównej. Streep wcieliła się w Thatcher w „Żelaznej damie”, a Williams w Monroe ( „My week with Marilyn”).

Środa. Dozuję sobie przyjemność czytania przemiennego różnych książek. Teraz koncentruje się na dwóch.

Pierwsza to autorstwa Mariusza Urbanka biografia Broniewskiego „Miłość, wódka , polityka”.

 

Druga to rewelacja tej jesieni, autobiografia Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnice”. Coś zaczyna się nowego, ta książka to jak partia Palikota w sejmie.

Najważniejszą książką ubiegłego roku w Polsce była „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”  Swietłany Aleksijewicz. Ta białoruska dziennikarkę urodzona w 1948 roku w  Stanisławowie, opublikowała relacje kobiet, które były na froncie i do tej pory nie były dopuszczone do głosu.  

Danuta Wałęsa należy do tego samego powojennego pokolenia co Aleksijewicz, urodziła się w 1949 roku i ma  wyczucie szczegółu. Opisuje na przykład przyjęcie wydane dla Thatcher przez ks. Jankowskiego. Przy stole rozmowa o wielkiej polityce, o kryzysie gospodarczym w Polsce i kolejkach, a tu wchodzą kelnerzy z bażantami na półmiskach. Pani Danuta dostrzegła zaskoczenie Thatcher. Początek tej książki przypomina mi filmowe dokumenty z końca  lat 60. Kazimierza Karabasza.

Czwartek. Ciekaw jestem jaki film o Wałęsie zrobiłby Spielberg, kogo obsadziłby w roli głównej? U Wajdy w Wałęsę ma wcielić się Więckiewicz. Wajda nie ma pieniędzy by zatrudnić Streep jako Thatcher. Ale czy starczy pieniędzy na scenę z bażantami?

Piątek. Na urodzinach u Andrzeja Kurowskiego, znanego olsztyńskiego prawnika. Uroczystość wyprawiło Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół III LO. W Klubie Środowisk Twórczych było ze 40 osób. Grała Olsztyńska Formacja Siła Bluesa.

Jubilat otrzymał z okazji sześćdziesiątki wiele życzeń i prezentów, w tym kopę jaj. Był wielki tort. Roman Banaszek zaśpiewał na cześć jubilata specjalnie skomponowany song. Jeden z przyjaciół przygotował płytę z muzyką  z roku urodzin Andrzeja K. Otwierał ją hit Tony Bennetta „Because of you”, numer jeden magazynu Billboard w październiku 1951 roku.

Sto lat Andrzeju!

Niedziela. W  przeglądzie prasy zagranicznej radiowej dwójki artykuł z hiszpańskiego „El Pais” o kawiarniach wiedeńskich. UNESCO wzięło je pod swój patronat jako dorobek cywilizacyjny i wartość kulturową. Dziennik przypomina, ze oprócz wybornej kawy, wygodnych krzeseł Thoneta, kawiarnie wiedeńskie oferują gazety w wyborze regionalnym, krajowym i zagranicznym. W stolicy Austrii jest ponad tysiąc kawiarń.

21 Sie 2011

Sztuka najnowsza jest ekscytująca. Pierwsze skrzypce grają w niej kobiety. Sztuka bywa więc jak one: lód albo ogień.

Choć lato jest deszczowe i raczej chłodne w galerii BWA można się rozgrzać na wystawie Joanny Rajkowskiej –  patrz poniżej. Prace Rajkowskiej  są do obejrzenia w Olsztynie do 4 września.  Tytuł wystawy „Bibliotekarze w Ziemi Ognistej”.

Nie miałem dotąd okazji wspomnieć o wystawie „Trzy kobiety”, którą otwarto z początkiem wiosny w warszawskiej Zachęcie. To również był ogień. Pokazano dzieła trzech artystek, pionierek polskiej sztuki kobiet: Ewy Partum, Natalii Lach-Lachowicz i Marii Pinińskiej-Bereś. Te odważne wizjonerki były w latach 70. śmielsze od mężczyzn.

Sfotografowałem na tej wystawie pracę Natalii LL „Aksamitny  terror” z 1970 roku.

Praca Natalii LL świetnie oddaje modę tamtego czasu, te dziwne buty, których dziś pewnie nie włożyłaby żadna dziewczyna.

Wspominam wiosnę tego lata. Maj był piękny. Zaczęło się spektaklem w teatrze Stefana Jaracza  „Tango nuevo” z muzyką Astora Piazzolli, w reżyserii Giovanny Castelanosa. Piazolla wiadomo – klejnot Argentyny, zrewolucjonizował tango. Tancerki wystukiwały swoimi bucikami rytmy męskiego tańca malambo, a ja myślałem o męskim punkcie widzenia na kobietę, który objawia się w wierszu chijskiego poety Nicanora Parra . Wiersz zatytułowany jest „Kobiety” i rozpoczyna się wersem „Kobieta niemożliwa, /Kobieta wysoka na dwa metry…” a kończy  „Doprowadzą mnie do szaleństwa”. (Ten i inne wiersze Nicanora Parry, w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej, można przeczytać w „Literaturze na świecie”, nr 7-8 z  2000 roku, str. 199-200).

W czerwcu w olsztyńskiej galerii Rynek wystawiał swoje obrazy Jarosław Puczel. Jedną ze swoich prac zatytułował „Blow-Up” czyli „Powiększenie”. Pamiętacie film Michelangelo Antonioniego z 1966 roku o tym tytule?

Ten film jest ważny z naszego, warmińsko-mazurskiego powodu, bo grała w nim Veruschka Lehndorff, córka hrabiego Lehndorffa ostatniego pana na Sztynorcie, straconego za udział w sprzysiężeniu przeciwko Hitlerowi.

Płótno Puczela nawiązuje do kadru z „Powiększenia”. Antonioni zainspirował się nowelą rodaka Piazzoli  – Argentyńczyka  Julio Cortázara  „Babie lato” („Las babas del diabolo” –  w kraju pisarza babie lato zwie się diabelską śliną). Puczel zainspirował się filmem Antonioniego.

W czerwcu po raz kolejny pokazało się, że panie są górą, bo na VII Olsztyńskim Biennale Sztuki wzięły siedem na osiem nagród i wyróżnień (wyjątkiem potwierdzającym regułę był Robert Listwan, który otrzymał drugą nagrodę).

 

Panie nie zaprezentowały sztuki łatwych wzruszeń. Raczej była to surowość i minimalizm, jak w wypadku nagrodzonej Grand Prix pracy Anny Drońskiej z cyklu „Opuszczone-Odzyskane”, którą tu przedstawiam, czy wyróżnionej fotografii Mai Siecińskiej.

Maja Siecińska sfotografowała trójkąt ocynkowanej blachy, przypominający skrzydło nowoczesnego myśliwca, czy pojazd kosmiczny, oświetlony zimowym światłem.

Artystki więcej widzą? Czy przewidują globalne ochłodzenie? A może tylko szybki koniec lata?

 

 

23 Maj 2011

W niedzielę na ulicy Kołłątaja rozbrzmiewała muzyka Astora Piazzolli. Może nie na całej ulicy, ale na jej króciutkim odcinku — tam gdzie mieści się studio fotograficzne eMka.

 

Tango nuevo, które wymyślił genialny Argentyńczyk łączy w sobie tradycyjne tango z elementami jazzu i muzyki poważnej. Nastrój który tworzy ta muzyka, sprzyja czytaniu i słuchaniu poezji. Zauważyłem to już kiedy byłem na wieczorze znajomego poety i profesora. Autora wspierał swoją grą na akordeonie Paweł Radecki — student Instytutu Muzyki UWM. Paweł grał tam między innymi Piazzollę.
 Pomyślałem, że też muszę spróbować.

Prof. Leszek Szarzyński, z tego samego Instytutu Muzyki jest pomysłodawcą dorocznego spotkania studentów Wydziału Sztuk Pięknych pod nazwą „Niebieskie piórko”, na którym łączy różne dyscypliny artystyczne w jeden koncert. Postanowiłem też tak zrobić.

Od dawna chodziło mi po głowie by połączyć wystawę fotografii z koncertem muzyczno-poetyckim. Chciałem to zrobić w nowym miejscu. Najlepiej na Starym Mieście. I wtedy okazało się, że Magda Rogowska-Otremba, której fotografie lubię, ma studio fotograficzne na Kołłątaja. Poprosiłem ją o zdjęcia do tematu  „Echo i dym”.

Namówiłem też kilku znajomych by zechcieli poświęcić swój czas — są bardzo zajęci — i by pozowali Magdzie do portretów.

Poprosiłem również Jenny, żonę Burego, mojego dobrego kolegi z toruńskich czasów — jest na zdjęciu — by skomponowała muzykę do jednego z moich wierszy. Ona namówiła Martę Andrzejczyk by zaśpiewała na naszym wspólnym wieczorze.

Najtrudniej było z Pawłem, okazało się że najbliższy wolny termin — rozmawialiśmy wczesną wiosną — ma w niedzielę 22 czerwca.

Udało się wszystkich umówić na tę niedzielę. Paweł grał Piazzollę, widzowie podziwiali nastrojowe fotografie Magdy, słuchali moich wierszy a potem śpiewu Marty.
 Szczęśliwym zrządzeniem losu Piazzolla w ten weekend rozbrzmiewał na drugim końcu miasta, na ulicy Parkowej. Nie umawialiśmy się. Tak się złożyło.

04 Maj 2011

Przeczytałem na portalu kaliningrad.ru, że na tamtejszym uniwersytecie im. Immanuela Kanta przygotowują się do otwarcia atomistki. Potrzebni są specjaliści, którzy będą pracować w budowanej w obwodzie kaliningradzkim elektrowni jądrowej. Tymczasem od września uniwersytet rozpoczyna nabór na inną specjalność – planowanie przestrzenne. Ten nowy kierunek to efekt współpracy z Gdańskiem i Olsztynem. Rosjanie działają z rozmachem i szybko się uczą.

Szukając na portalu kaliningrad.ru czegoś, czego nie ma w Olsztynie znalazłem warsztaty teatralne dla dorosłych w cenie ponad 10 zł za godzinę. Cztery lekcje po trzy godziny na miesiąc. Prowadzą je aktorzy z miejscowego teatru. Przedsięwzięcie nazywa się Theatre Project Evolution. Po odbyciu całego kilkumiesięcznego kursu  niekoniecznie można zostać aktorem, choć kto wie, ale staniemy się bardziej otwarci, towarzyscy i uśmiechnięci. Taki jest cel tych zajęć.

Kiedy rozmawiałem w marcu z aktywistką polonijną z Kaliningradu poprosiła mnie o jakąś książkę o dobrych manierach. Widziała potrzebę zorganizowania zajęć z tej dziedziny. Tymczasem jedno z kaliningradzkich biur podróży zaprasza na ekskluzywne zakupy do Krakowa, Warszawy, Gdańska i Łodzi. Zachęca markami polskich kosmetyków i polskim designem. Widać z tego że Rosjanie cenią nasze maniery, kosmetyki i design.

Młodzi kaliningradczycy podobnie, jak olsztyńska Borussia, szukają energii w  historii regionu. W muzeum w Kaliningradzie można już odbyć wirtualną podróż po uliczkach starego Królewcu, a potem zobaczyć rzeczy używane przez mieszkańców miasta nad Pregołą w pierwszej połowie XX wieku.

Olsztyn po wojnie budowany był jako zastępstwo Królewca. Dzisiaj mamy większą szanse niż kiedykolwiek zbliżyć się do siebie. Z większą werwą powinniśmy wymieniać się kulturą.

Ostatnio byłem w sali kopernikańskiej olsztyńskiego zamku  na koncercie „Wileńskie klimaty” (na zdjęciu). Punktem wyjścia koncertu były wiersze Czesława Miłosza o Wilnie. Zagrali razem Arkadi Gotesman z Wilna i Przemysław Knopik z Warszawy na instrumentach perkusyjnych oraz z Olsztyna: Dominik Jastrzębski na klarnecie, i inicjator całego przedsięwzięcia, Aron Blum na gitarze basowej. Wspólnie stworzyli piękną kulę energii. Może warto się nią podzielić z Kaliningradem?

29 Mar 2011

Wychodząc z koncertu Gwendolyn Bradley  miałem w uszach takty Andrew Llyoda Webbera z „Upiora w Operze” z werwą zagrane przez orkiestrę Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii. Muzycy wypadli dobrze. Artystka też.

A nowa siedziba? Kawałek dobrej architektury. Skrojonej  skromnie, ale porządnie. Prawda, nie stoi przy przy głównej ulicy, powiedzmy wprost ­­­- raczej na uboczu, ale łatwo ją znaleźć.

Oglądałem budynek z zewnątrz, kiedy jeszcze nie był  całkiem gotowy, i już mi się podobał. Za dnia, w słońcu, w szklanej tafli fasady odbija się –arcyolsztyński to widok –  kościół Serca Jezusowego, którego wieża – jak już kiedyś pisałem – naśladuje kaplicę nieistniejącego zamku w Królewcu. W naszej filharmonii widać więc coś, co oglądał  Kant.

A jakie jest wnętrze? Klatka schodowa,  jak w galerii sztuki nowoczesnej. Można by tu urządzić wystawę twórczości kogoś co najmniej tak sławnego, jak Picasso.

Ale pytanie najważniejsze: jaka  jest sala koncertowa? Zacznę od kolorystyki: jest  ładna – pasiaste ściany wyglądające  jak grzbiet zebry i jasna podłoga nadają wnętrzu wrażenie czegoś domowego, przytulnego. A akustyka?

Słuchałem w niedzielę Gwendolyn Bradley na koncercie specjalnym.  Siedziałem w trzecim rzędzie, na miejscu trzecim. Niedaleko wielkiego głośnika – artystka  śpiewała do mikrofonu –  i chwilami niskie tony były jak na moje ucho zbyt ostre. Akustycy muszą więc jeszcze dokończyć swoją pracę.

Tej niedzieli było chłodno, trzeci rząd jest niedaleko wejścia na parter, miałem wrażenie jakbym siedział w przeciągu. Ciągnęło od drzwi wejściowych? Nie wiem. Drzwi hałasują. Oczywiście to wszystko drobiazgi, ale psują wrażenie.

Już po koncercie, podeszła do mnie znajoma i prosiła by koniecznie napisać, że urządzający wnętrze sali koncertowej  nie pomyśleli o słabowidzących. Schody w sali koncertowej zlewają się z tłem. Trzeba bardzo uważać by się nie potknąć. Może potrzebne są ciemne listwy na krawędziach?  Z mojego miejsca widziałem solistkę i dyrygenta Janusza Powolnego, pierwsze skrzypce też. I trąbki.  Ale perkusista był juz niewidoczny, a miał przecież tego dnia trochę do roboty.

Zacząłem o architekturze i na niej skończę. W ubiegłym tygodniu dotarła do Olsztyna wiadomość, że w Warszawie 18 marca zmarła w wieku 96  lat architekt Janina Stańkowska, osoba wielce zasłużona dla urbanistyki naszego regionu. Jak napisano w nekrologu pani Stańkowska była autorką projektów urbanistycznych i architektonicznych oraz wielu realizacji, między innymi: planów ogólnych i szczegółowych miast Warmii i Mazur. Pracowała u nas w pierwszym powojennym dwudziestoleciu i potem wróciła do stolicy.

Na stronie olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich można znaleźć interesujące wspomnienia pani Janiny Stańkowskiej, o tym jak 23 marca 1945 roku przyleciała z mężem ze zburzonej Warszawy do Olsztyna dwoma „kukuruźnikami”.

Nad Starym Miastem w Olsztynie snuły się jeszcze dymy pożarów kiedy ta przedwojenna absolwentka Politechniki Warszawskiej rozpoczynała w naszym mieście pracę architekta i urbanisty.

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.