27 Lis 2015

Gdy Tamiza po przypływie wypełnia się po brzegi, mieszkający w Londynie kolega nazywa ją Wisłą, a kiedy ubywa jej podczas odpływu – Łyną. Oboje z żoną pochodzą z naszego regionu.

Spytałem co czyta. Władysława Broniewskiego. Wybór wierszy z wydawnictwa Ossolineum. Po raz pierwszy ukazał się w serii „Biblioteka Narodowa”.

A ja w bibliotece Planeta 11 słuchałem  poetów na żywo: Kazimierza Brakonieckiego, a kilka dni wcześniej Wojciecha Kassa.

http://www.facebook.com/media/set/?set=a.978988868838997.1073741953.470971232974099&type=3

Jubileusz 40 – lecia pracy twórczej Kazimierza Brakonieckiego, poety i redaktora pisma „Borussia”, a zarazem szefa ważnej instytucji, jaką jest Centrum Polsko-Francuskie był prawdziwym Świętem. „Święto, ale bez nadmiernej pompy, za to z tortem i prezentami” – trafnie skomentował jeden z uczestników. Wypowiedziano dużo dobrych słów, przyszło wiele osób, w tym z Wspólnoty Borussia, którą Kazik współtworzył, ale też najstarsi olsztyniacy, pamiętający kawiarnię „Andromeda” .

Wojciech Kass promował najnowszy tomik wierszy „Przestwór. Godziny”. Mówił, że siedemnaście lat temu przyjechał do puszczy, a teraz mieszka w lesie. Nad Nidzkim usechł dąb, który pamiętał czasy Prusów.

Nie mamy smogu jak krakowianie, ale drzewa idą u nas pod topór nie tylko w Puszczy Piskiej.

Znajomy artysta uważa, że posiadamy to, na co patrzymy… Już nie posiadamy tych widoków, które mieliśmy w młodości.

W galerii BWA  wystawa  z okazji 25-lecia Instytutu Sztuk Pięknych UWM. Wydział Sztuki to wizytówka Uniwersytetu. Jestem fanem zarówno Zakładu Malarstwa i Rzeźby przy ulicy Szrajbera  jak i Zakładu Grafiki przy Żołnierskiej.

Graficy mają rozległy widok za oknem na Olsztyn. Chętnie bym taki wynajął.

Widok z K2

Od strony Parku Centralnego idzie się do nich po schodach, które studenci nazywają K-2, są takie strome, że można się zasapać.

K-2k-2 2

Każdy ma swój Mount Everest.

30 Cze 2014

 

2Stolarczyk i Dakowicz3Mariola Kruszewska4Kotys czyta wiersze1Gracjan Kaja6Andrzej PieczynskiDSCN2449wenecja 1 

 

SOBOTA. W Praniu Przemysław  Dakowicz z Łodzi  (na zdjęciu z prawej, obok Jan Stolarczyk przewodniczący jury) otrzymał nagrodę imienia Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Orfeusz za tomik „Teoria wiersza polskiego”.

 

Mariola Kruszewska  została  laureatką Orfeusza Mazurskiego  za tomik „Wczoraj czyli dziś”.

 

 

Najpierw czekaliśmy aż przestanie padać, ale nie przestało. Gala wręczenia nagrody a zarazem XVII Inauguracja Sezonu Artystycznego w Praniu odbyła się więc z powodu deszczu, nie na scenie nad Jeziorem Nidzkim, tylko pod dachem leśniczówki , w której Gałczyński napisał „Kronikę Olsztyńską” i gdzie znajduje się muzeum jego imienia. Pomieścili się wszyscy przybyli.  

 

 

Wiersze laureatów czytali Kamila Sammler-Kotys i Ryszard Kotys.

 

 

Kiedy przestało padać Gracjan Kaja, młody rzeźbiarz z Bydgoszczy, mógł odsłonić pomnik Zielonej Gęsi. Artysta powiedział, że pozowała mu prawdziwa gęś. Istotnie rzeźba jest bardzo realistyczna.

 

Andrzej Pieczyński przedstawił swój monodramem „Bal u Salomona”. Spytałem aktora czy czuł dreszcz, grając w historycznym wnętrzu.- Mam nadzieję ,że Ildefons nie grozi mi z góry palcem. Jeśli się pomyśli, że grałem wśród rzeczy, których on dotykał , to tak, poczułem metafizyczny dreszcz. Ale lepiej się z Gałczyńskim komunikuję przez tekst „Balu u Salomona”, w którym jest niebywała  kompensacja poezji – powiedział Andrzej Pieczyński, pamiętny taksówkarz Jurek z „Wielkiego Szu”. 

 

 

W tym roku przez cały sezon artystyczny w Praniu zaproszeni artyści: Stanisława Celińska, Tadeusz Chudecki, Marcin Troński i Wojciech Malajkat będą obok poezji Gałczyńskiego interpretować także twórczość zmarłego tej wiosny Tadeusza Różewicza. W Praniu rośnie już zasadzona jesienią ubiegłego roku daglezja z ogrodu Tadeusza Różewicza.

 

 

PIĄTEK. Wenecja to malowniczo położona  wieś niedaleko Morąga, jedna z miejscowości  o których istnieniu przypominamy sobie przy okazji nadzwyczajnych akcji. Z inicjatywy Iwony Bolińskiej-Walendzik , szefowej stowarzyszenia Areszt Sztuki, do wiejskiej świetlicy w Wenecji przyjechali z Olsztyna artyści- plastycy ze swoimi obrazami.

 

I ja tam byłem z Lucyną Kowalską, która  śpiewała moje wiersze i Mateuszem Cwalińskim, który jej akompaniował na akordeonie.

 

Po wernisażu i koncercie rozmawiałem z mieszkańcami , którzy wyrazili nadzieję, że nie jest to ostatnie nasze spotkanie. Nazwa tej wsi ma niebywały potencjał promocyjny. I są mieszkańcy, którzy to dostrzegają.

 

 

 

25 Kwi 2014

to i owo

Ostatni tomik zmarłego w czwartek Tadeusza Różewicza „to i owo” ukazał się jesienią 2012 roku. O czym jest ta książka? Poeta pisze, że dolega mu starość. Jest ona takim stanem w którym myli się wtorek z piątkiem, a sobota przydarza się dwa razy w tygodniu. A przy porannym wstawaniu ktoś umarły zaplątuje się w myśli. 

1.

Poeta nie może umarłych powołać na powrót do życia, ale może w wierszu przywołać ich blaknące postaci, tak jak obraz ubranego w niebieski drelich sędziwego mężczyzny, którego spotkał kiedyś w Bułgarii. Współczuje starym ludziom, którzy chodzą z balkonikiem, ale też wścieka się na starców, którzy „trupim jadem nienawiści zarażają młode serca”. I nie opuszcza poety wisielczy humor, gdy  nawołuje „kupmy se koturny/ a potem… marsz marsz/do urny…”.

Dolega poecie świat współczesny w którym rządzą „sponsorzy szmiry i zdziry”, a uwaga mediów koncentruje się na kulinariach, na  „kuchni” we wszystkich odmianach, tak jakby poza nią nic nie istniało.

Kiedy bierze do ręki wspomnienia brytyjskiego marszałka Montgomery’ego spostrzega, że Polska wymieniana jest na 500-stronach tylko cztery razy i nie ma tam miejsca na polskich generałów i naczelnych wodzów z II wojny światowej, na bitwę o Monte Cassino i Powstanie Warszawskie. Pisze wiersz pod tytułem „Polska jako sojusznik”.

2.

Tadeusz Różewicz budzi się rankiem i pisze wiersz „jeszcze jeden dzień” w którym wspomina polskich zmarłych poetów. Może ma na myśli Leopolda Staffa, który też opisywał świt w  „Przebudzeniu”. A może Czesława Miłosza? Albo Adama Mickiewicza?  

Jak Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” „widział i opisywał” Litwę tak Pan Tadeusz opisuje zawód literata. Sporządza rejestr czynności w  swoim gospodarstwie pisarza. W inwentarzu jest epika, czyli powieść i opowieść. Jest liryka, czyli poezja. Myślenie i opisywanie to jest filozofia. Do uprawiania tego zawodu niezbędne jest „czucie” .

A czym w takim razie jest natchnienie? Jaka jest jego technologia? Poeta pisze: „czuję widzę myślę/ i muszę To opisać/ to jest natchnienie”.

Ale w rejestrze pisarza, poety i literata znajduje się również wściekłość. Bo kiedy przeczyta, przepisze, poprawi i znów przeczyta swój utwór –  milczy, potem ogarnia autora wściekłość i wtedy znów zabiera się za odczytywanie tego co napisał. I na tym polega jego zawód.

_

Tadeusz Różewicz ,”to i owo”, posłowie: Jan Stolarczyk „Dopowiadając to i owo”, Biuro Literackie, Wrocław 2012

 

13 Gru 2013

PROMOCJA CZYTELNICTWA. SPEKTAKL Z „MEDYKA”. WILNO PROFESORA Z  „KALENDARZEM OLSZTYNA”.

 

CZWARTEK. W Galerii Sztuki BWA w olsztyńskim planetarium wystawa fotografii czarno-białej i kolorowej „Cielistość ciała”  Magdy Rogowskiej-Otremby. Świetne akty.

Na otwarcie tańczyli Rafał Milcewicz ( Książę z baletu „Dziadek do orzechów”) i Lusia Fedorowska.

Od dwu lat współpracuję z Magdą przy tworzeniu multimedialnych widowisk promujących poezję i fotografię.

Zdj_cie0964[1]

Z okazji wernisażu poznałem dwoje młodych artystów: Mateusza Cwalińskiego, studenta Instytutu Muzyki UWM i Lucynę Kowalską. Oboje są świetni. I oboje mieszkają na olsztyńskim Zatorzu, najbardziej kulturotwórczej dzielnicy Olsztyna.

Mateusz, jak to mówią na Kurpiach i Śląsku, gra na cyji. Lucyna od dziecka związana jest z teatrzykami prowadzonymi przez Marię Jenny-Burniewicz. To Jenny skomponowała muzykę do mojego wiersza „Tyłeczek modelki Herzigowej”, którego wersję muzyczną w czwartek usłyszała publiczność BWA.

A Marek Gardzielewski złożył ręcznie i wydrukował w technice poligraficznej „Tyłeczek”. To debiut Pracowni Starych Technik Drukarskich WBP i trójjęzycznej serii wydawniczej „Trilinguis”. Bo „Tyłeczek” został wydrukowany w Olsztynie po polsku, czesku i chorwacku.

Rozdałem podczas wernisażu pięć egzemplarzy tej książeczki tym, którzy mieli przy sobie aktualne karty biblioteczne (promocja czytelnictwa.

ŚRODA. Jak połączyć mazurskość z portalami społecznościowymi? W Szkole Policealnej im. prof. Zbigniewa Religi w Olsztynie powstał spektakl „Kamienna dłoń”, nawiązujący do utworów Ernsta Wiecherta i baśni mazurskich Herberta Somplatzkiego.

Final KAMIENNEJ DLONI MBTwórcą przygotowywanego przez rok widowiska jest Aleksandra Salczyńska, nauczycielka-terapeutka ze Szkoły im. prof. Religi. Na scenie 34 wykonawców: uczniowie i absolwenci tej szkoły, uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej w Olsztynie, uczniowie Gimnazjum nr 12 im. Sybiraków w Olsztynie i przyjaciele. Grupa teatralna, którą utworzyli nazywa się „Alma Rey.

Widowisko przypomina w swojej formie grę komputerową. Ma uwrażliwiać widza na Innego, na cierpiącego człowieka.

Bohaterka „Kamiennej dłoni”, Pomponiara (cheerliderka), która lansuje się na „fejsie”, ma chorą na autyzm siostrę. Poniża ją. Pewnego dnia, gdy uderzy siostrę, jej ręka skamienieje.

Bohaterka błądzi po wirtualnym świecie, gdzie spotyka awatary ludzi, którzy też kogoś skrzywdzili, ale także istoty, które pomagają jej uwolnić się od winy. W tle słyszymy głos Brejvika i  muzykę łódzkiego zespołu Coma.

Młodzi aktorzy nie mają tremy, wcielają się w wiele ról. Jest taniec, elementy pantomimy, śpiew i poezja. Świetne kostiumy i maski. Inscenizacja działa na widzów bardzo emocjonalnie.

Całe przedsięwzięcie współfinansowała Unia Europejska w ramach Europejskiego Funduszu Europejskiego. „Kamienną dłoń”  dwukrotnie już wystawiono w sali CEiIK-u.

– Co dalej ze spektaklem? – pytam Olę Salczyńską – Czekamy na zaproszenia ze szkół…

PIĄTEK. Przedwojenne Wilno, miasto w którym są korzenie wielu olsztynian, było jednym z bohaterów wieczoru na zamku. Dr. hab. Przemysław Dąbrowski prof. UWM na Wydziale Prawa i Administracji został laureatem Nagrody Prezydenta Olsztyna im. Jerzego Bohdana Koziełło-Poklewskiego w dziedzinie historii.

Nagrodzono książkę profesora Dąbrowskiego „Rozpolitykowane miasto. Ustrój polityczny państwa w koncepcjach polskich ugrupowań działających w Wilnie w latach 1918-1939”.

Tadeusz Baryła z OBN, powiedział w laudacji, że książka opisuje wkład inteligencji wileńskiej w rozwój nowoczesnej polskiej myśli narodowej i państwowej.

Spytałem prof. Dąbrowskiego czym dla niego jest  nagroda im. Koziełło-Poklewskiego. „Po pierwsze: ogromnym wyróżnieniem, największym jakie do tej pory mnie spotkało, po drugie: jest potwierdzeniem tego, że warto w życiu realizować swoje pasje i nie rezygnować z nich, bo wcześniej czy później muszą być docenione”- odpowiedział prof. Dąbrowski.

Obaj jesteśmy z profesorem absolwentami tego samego liceum, III LO w Olsztynie.

 

Drugim bohaterem wieczoru był Tomasz Śrutkowski, redaktor i wydawca „Kalendarza Olsztyna”. To już 16 rocznik tego wydawnictwa. Jak zwykle bogatego w teksty, popularyzujące wiedzę o ludziach i ważnych miejscach naszego miasta.

W „Kalendarzu” jest także plon Ogólnopolskiego Konkursu Satyrycznego „Olsztyn 660 lat” i przypomnienie szopek noworocznych „Gazety Olsztyńskiej” i Radia Olsztyn. Warto zapoznać się z historią III LO w Olsztynie ( górą nasze liceum!). „Kalendarz” publikuje również portret rodzinny znanego rodu aktorskiego Burczyków.

Polecam również nieznane fotografie autorstwa Zofii Barankiewicz, w tym wieży spadochronowej w Parku Jakubowym. Miałem kiedyś przyjemność skakać z tej wieży .

 

19 Lis 2013

PREMIERA PAPUSZY W OLSZTYNIE. NAGRODA IM.HIERONIMA SKURPSKIEGO

Zdjęcie1850 Papusza 1

Wtorek. Zdarzyło się nam w Olsztynie święto – premiera „Papuszy”.  Z udziałem aktorów i statystów oraz jednego z reżyserów  filmu – Krzysztofa Krauze. Mogłem wreszcie skonfrontować efekt końcowy z tym, co widziałem na planie.

Jestem pod dużym wrażeniem filmu. Odwiedziłem ekipę w październiku ubiegłego roku. Na zaledwie kilka godzin. Zaszyli się w Nadleśnictwie Wichrowo.

Powstały tam jedne z najbardziej malowniczych scen. Bez krajobrazu Warmii nie byłoby „Papuszy”. I oczywiście bez olsztyńskim Romów. Zdjęcia to majstersztyk operatorów: Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia. Na wielkiej polanie filmowali scenę zjazdu trzech taborów. Powstało ogromne obozowisko: wozy, kobiety, mężczyźni i dzieci, pozorny chaos. Ale żadnego zniecierpliwienia wśród statystów i całej ekipy. Wszyscy mili wobec siebie. Widać, że zafascynowani charyzmatycznym reżyserem.

Zdjęcie1845 Papusza 2

W tym tłumie ważną rolę odgrywali cyganolodzy i tłumacze romskiego: Jacek Milewski, Andrzej Grzymała-Kazłowski i nasz Rysio Choiński z Olsztyna (na zdjęciu).

Historia poetki Papuszy jest tylko pretekstem do przedstawienia panoramy losu polskich Romów w XX wieku. Opowieść idzie własnym torem. Ma wielu narratorów. Nie epatuje tanim folklorem. To coś w rodzaju albumu. Białego wiersza.

Świetny jest Zbigniew Waleryś jako Dionizy Wajs, mąż Papuszy. Skromnie sobie stał po premierze. Uścisnąłem mu rękę. Sądzę, że jeszcze dużo dobrego o nim usłyszymy.

Piątek. Otrzymałem Nagrodę Prezydenta Olsztyna im. Hieronima Skurpskiego w dziedzinie sztuk plastycznych. Za popularyzację sztuk plastycznych oraz ludzi kultury, zjawisk i wydarzeń artystycznych. Uroczystość miała miejsce na zamku .

W trakcie wieczoru Marta Andrzejczyk zaśpiewała trzy moje wiersze a Piotr Banaszek towarzyszył jej na fagocie. Elżbieta Grad-Cupriak i Jarosław Cupriak przeczytali urywki „Podróży do obrazów” (Amsterdam, Florencja i Wenecja). Laudację wygłosił Kazimierz Brakoniecki.

Dziękując za nagrodę opowiadałem o artystach, którzy byli moimi przewodnikami w świecie sztuki, m.in. o Tadeuszu Gronowskim, Rolandzie Toporze i Hieronimie Skurpskim. A także o konceptualistach, których poznałem podczas studiów w Toruniu: Tadeuszu Burniewiczu i Wiesławie Wachowskim.

Na tym zdjęciu jest Skurpski i Bury.

Obraz (46)

W zamku pokazałem m.in. animację „Razem” z 1977 roku, fragmenty dokumentu z 1999 roku „Przed zagadką. Lustro Hieronima Skurpskiego” a także mini-reportaż z niedawnej wizyty w pracowni śląskiego malarza Erwina Sówki.

Oprócz statuetki, dyplomu i kwiatów dostałem niezwykły prezent. Aleksander Wołos wręczył mi małe zawiniątko. Były w nim takie oto konceptualne prawdziwki i podgrzybki z… kasztanów.

Prawdziwki

23 Lip 2012

GRASS W GDAŃSKU. AWANGARDA ROSYJSKA W SOPOCIE. NIE BYŁO LATA.



Moim odkryciem tego lata jest Gabriela Zapolska. Autorka „Moralności pani Dulskiej” miała wspaniałą kolekcje 16 obrazów postimpresjonistów w tym dzieła van Gogha i Gauguina. Pokażcie mi dzisiaj pisarza w Polsce, który kolekcjonuje obrazy najważniejszych malarzy współczesnych. Nasza pisarka miała rozległe koneksje w Paryżu, który był na początku wieku stolicą świata.

 Niestety Zapolska rozprzedała kolekcję, bo potrzebowała pieniędzy.

Z tego zbioru w kraju mamy tylko obrazy nabisty Serusiera, z którym pisarka romansowała. Są teraz własnością Muzeum Narodowego w Warszawie. Wszystkiego tego można się dowiedzieć na kapitalnej wystawie w Muzeum Miasta Gdyni (czynna do 2 września).



Muzeum Miasta Gdyni ma jak na mój gust za dużo schodów, trzeba na nich uważać, że by się nie poślizgnąć, ale warto tam pójść, bo na wystawie są dzieła Serusiera i Ślewińskiego.


Jaka byłaby dzisiaj wartość kolekcji Zapolskiej? W tym roku na aukcji w Londynie van Gogh należący do zmarłej w marcu zeszłego roku Elizabeth Taylor sprzedano za 10 mln funtów.


Wystawę „Gabriela Zapolska — zbuntowany talent” przygotowało Muzeum Literatury w Warszawie i warto ją sprowadzić do Olsztyna.



GRASS W GDAŃSKU. Godna polecenia jest także wystawa akwarel i rzeźb Güntera Grassa — autor „Blaszanego bębenka” jest przecież świetnym akwarelistą i grafikiem — w galerii jego imienia w centrum starego Gdańska, na rogu ul. Szerokiej i Grobla (otwarta do 26 sierpnia, wstęp wolny).


Noblista obchodził w swoim rodzinnym mieście 85 urodziny. Na wystawie są akwarele, którymi ilustrował książkę „Mój wiek” oraz wiersze z tomu „Rzeczy znalezione” (na zdjęciu).



AWANGARDA ROSYJSKA W SOPOCIE. To wystawa historyczna, bo przedstawia przykłady rosyjskiej awangardy z lat 20. i 30. W tym plakaty filmowe z tego czasu. Jest Kazimierz Malewicz i Natalia Gonczarowa, ale są też artyści mniej znani. Warto zajrzeć do Państwowej Galerii Sztuki przy placu Zdrojowym 2 (wystawa czynna do 23 sierpnia) by zobaczyć na przykład niepokojący obrazek Georgi Rublewa, przedstawiający czerwonoarmistów z wizytą u pionierów — widzimy teatrzyk kukiełkowy od strony kulis.

Przekombinowany natomiast jest katalog wystawy, różne gatunki papieru, reprodukcje nawet dobrze wydrukowane, ale trudno się w całości rozeznać. Kto nie lubi XX wieku może zejść na parter, gdzie znajduje się wystawa portretów Jacka Malczewskiego ze zbiorów lwowskich. Te obrazy były w Olsztynie, ale warto je ciągle oglądać.



NIE BYŁO LATA. Deszczowe lato w Polsce to nic nowego. Mój znajomy był na koloniach w Murzasichlu. Ale pamięta, że lało jak z cebra cały miesiąc. Wtedy wysyłano dzieci na cały miesiąc. Rozpogodziło się w ostatnich dwóch dniach i wtedy poszli na Giewont. Jest wiersz Stanisława Grochowiaka: „Nie było lata. Jesień szła od wiosny/Jak ziąb — od wody, jak od dzwonu kręgi.”









30 Paź 2011

Piątek. Wszystkie telewizje świata pokazują  zalaną krwią twarz Kaddafiego, którego ktoś sfilmował komórką. A potem jego ciało w chłodni na targowisku, gdzie ciągną tłumy z komórkami w ręku by sfotografować trupa.

Kevin Maney w książce „Coś za coś” o konflikcie między jakością i dostępnością pisze, że telefon z aparatem spowodował rewolucję w fotografii. Obok rynku celowego robienia przemyślanych zdjęć powstał rynek pstrykania fotek przy każdej okazji,  aparatem, który stale nosimy przy sobie, czyli komórką.

Sobota. W Sali CEiIK kolejne przedstawienie Demuludów – „Starucha” Teatru Ochoty według tekstów Daniiła Charmsa. W przedstawieniu perełki aktorskie. Absurdalny humor. Charms zmarł z głodu w szpitalu psychiatrycznym podczas oblężenia Leningradu w 1942. W internecie są widomości, że za życia Charmsa, poza poezją dziecięcą, ukazały się tylko trzy jego wiersze

Niedziela. Znajomy architekt odwiedził swoją dawną szkołę podstawową, tysiąclatkę. Był jednym z jej pierwszych uczniów. Nie poznał szkoły. Pamięta ją jako pełną powietrza i słońca. – Dobry projekt architektoniczny został kompletnie zeszpecony. Klatka schodowa zakończona kratą, jakby chciano odstręczyć potencjalnych samobójców, poręcze nabijane ćwiekami. Woźna siedzi w jakiejś wartowni – opowiada mi przejęty. A do tego ordynarna kolorystyka ścian, jakby nie było ludzi wykształconych w tym kierunku, nikt się nie zwrócił choćby do niego z prośbą o pomoc.

Niedawno kolega był na zjeździe absolwentów swojego liceum – tam dla odmiany jakaś infantylizacja – na tablicach kwiatki, motylki, jak w jakimś przedszkolu. – A przedszkolu? – pytam znajomego, bo też tam był.- W przedszkolu constans. Bez zmian – mówi mi.

Środa. Oglądam w kablówce film o partyzanckich filmach jugosłowiańskich, w tym najbardziej wystawnych gigantach, jak „Sutjeska” z Richardem Burtonem w roli marszałka Tito. Producent chciał by w tej roli  wystąpił Kirk Douglas, ale aktor zażyczył sobie honorarium  astronomicznej wysokości i wtedy ktoś przypomniał sobie, że Burton jest podobny do Tito. Widać zażądał mniej. Ale dostał z Taylor do dyspozycji na czas zdjęć wyspę na Morzu Śródziemnym. Reżyser Emir Kusturica powiedział w tym dokumencie, skąd pochodziły pieniądze na takie wystawne filmy wojenne – Jugosławia eksportowała w owym czasie broń.

Z książki „Coś za coś” wiem, że Jugosławia eksportowała też w latach 1985-1992 do USA samochody zastava yugo i były to najtańsze auta na tamtejszym rynku. Kosztowały 3990 dolarów. Jednak notorycznie psuły się, klienci narzekali na nie, i firma, która je sprzedawała wycofała się z biznesu. Ciekawe jakiej jakości robili broń?

Pamiętam, że wtedy w Jugosławii powstawały nie tylko filmy wojenne i zastavy. W 1972 roku  Aleksandar Petrović w koprodukcji z Włochami przeniósł na ekran książkę Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. W roli Mistrza wystąpił Ugo Tognazzi. Wolandem był słynny francuski aktor teatralny i filmowy Alain Cuny znany m.in. z „Wieczornych gości” Carné z 1942 roku, ale też  z „Drogi mlecznej” Buñuela i  „Emmanuelle” Jaeckina z  Kristel.


Małgorzatę zagrała Amerykanka Mimsy Farmer. Petrović , który zdobył sławę jako autor „Spotkałem nawet szczęśliwych Cyganów” dostał w sumie  za swoje jugosłowiańskie filmy aż pięć nominacji do Złotej Palmy w Cannes, ale nigdy tej nagrody nie zdobył.

Sobota. Serbowie nie eksportują już odrzutowców ( podobnie jak my), ale ich duch bojowy wyraża się w tenisie. Rano oglądam w telewizorze Janko Tipsarevicia. Z moich kolegów  z Zatorza najlepiej grał w tenisa Tomek Leman. Często mijałem kort przy ówczesnym WDK i patrzyłem na grających. Ale wolałem skakać z wieży spadochronowej.

Nieocenione „Forum” przedrukowuje z „Der Spiegel” artykuł , którego bohaterem jest inny serbski tenisista – Novak Djoković. Z artykułu można się dowiedzieć, ze trenował  pośród bomb zrzucanych przez samoloty NATO na Belgrad.­­­

„Wojna uczyniła mnie lepszym człowiekiem” twierdzi Djoković. Uważa też, że dzięki niej stał się lepszym tenisistą, „bo poprzysięgłem sobie pokazać światu, że są też dobrzy Serbowie”. Ciekawe, że w belgradzkim klubie Partizan Djoković nie tylko grał w tenisa, ale czytał wiersze i słuchał Beethovena i Chopina. Potrzebna jest wojna, żeby dobrze grać w tenisa?

Wieczorem oglądam w TV „Na skróty” Altmana (Złoty Lew w Wenecji w 1993 roku za najlepszy film). Nie wiadomo co podziwiać bardziej: pomysł, że w  akcji bierze udział dwudziestu kilku bohaterów, reżyserię czy grę aktorów.

Widziałem ten film prawie 20 lat temu film w kinie (w „Koperniku”, czy w „Polonii”? – nie pamiętam). W telewizji nadal robi wielkie wrażenie. Teraz zapadł mi w pamięć szczególnie Tom Waits.

Altman w czasie II wojny światowej zdążył jeszcze polatać jako drugi pilot bombowca B-24. Niedawno odkryłem, że zaczynał w telewizji jako reżyser seriali „Alfred Hitchock przedstawia” i „Bonanza”. Tuż przed śmiercią, a był już po 80 zaczął kręcić film „Ostatnia audycja”. Ale nie zdołał go już ukończyć. Czy też mógł powiedzieć, że dzięki wojnie stał się lepszym człowiekiem?

 

21 Paź 2011

Poniedziałek. Spotykam profesora X. na mieście. Ma słuchawki na uszach. Podchodzę. Ciekaw jestem czego słucha. Tłumaczy: – Izoluję się od tych bluzgów, które latają w powietrzu…

Środa. W autobusie spotykam znajomego pilota. Rozmawiamy o rekordach lotniczych. Zeszło nam na jednego z mistrzów, Jerzego Wojnara. Zmarł 6 lat temu. Wyszedł z domu. Nie doszedł do samochodu. Źle się poczuł, przysiadł na kamieniu żeby odpocząć i już nie wstał. W Warszawie od 15 września ma swoje rondo. Lwowianin. Pilot szybowcowy i doświadczalny. Trzykrotny rekordzista świata w szybownictwie. Dwukrotny mistrz świata w saneczkarstwie, w jedynkach.

W 1958 roku kiedy Wojnar został mistrzem świata w saneczkarstwie startował też w mistrzostwach świata w szybownictwie, na których zajął 6 miejsce. Zdążył jeszcze wykonać pierwszy lot doświadczalny na dwusilnikowej orce Edwarda Margańskiego. Jedziemy w tym autobusie, a kolega opowiada, jak Wojnar kręcił  wilgą beczki nad lotniskiem w Dajtkach. A ja myślę o wspomnieniach, których nie napisał Wojnar i o filmach, które o nim nie powstały.

Czwartek. Wojciech  Kuczok w Kortowie. Włodek Kowalewski pyta gościa o poezję. Obaj zaczynali jako poeci.  Śląski pisarz tłumaczy, że przestał pisać wiersze z nadzieją, że nie rozstanie się z poezją. –  Wiersze  „zutylizowałem” w prozie – mówi Kuczok. Pisarz, gdyby mógł, to w Tatrach spędzałby życie. Przez rok był na stypendium w Berlinie i tam pisał swoją najnowszą książkę „Spiski”. O Tatrach.

Po spotkaniu do Kuczoka podchodzi tłum młodych ludzi. Długa kolejka oczekujących na autograf. W większości kobiety. Po spotkaniu  rozmawiam z pisarzem (wywiad ukazał się w piątek w „Gazecie Olsztyńskiej”). Najwięcej o tatrzańskich  jaskiniach, do których pisarz zjeżdża w wolnych chwilach.

Sobota. Rysunki  Zbyszka Urbalewicza w Starym Ratuszu i obrazy Renaty Zimnickiej-Prabuckiej w galerii Rynek. Zbyszek ma niesłychaną umiejętność szybkiego pisania kaligraficznego. Widziałem go w akcji. To robi wrażenie. Pani Renata inspiruje się malarstwem różnych artystów, w tym Andrzeja Wróblewskiego, którego obrazy bardzo mnie poruszają. Wróblewski  też lubił Tatry. Miłość do nich przepłacił życiem.

Oboje – Zbyszek i pani Renata są stąd. On z Olsztyna, ona z Cerkiewnika.

Wieczorem w Tajemnicy Poliszynela Bernadetta Darska promuje swoją najnowszą książkę „Śledztwo i płeć. O bohaterkach powieści kryminalnych”. Dwa tomy, pierwszy blisko 400 stron, drugi prawie 300. Bernadeta jest tytanem pracy. To jej trzecia książka w ostatnich trzech latach.

Na sali w większości kobiety.

Wtorek. Do Ełku po raz pierwszy po wojnie przyjechał Siegfried Lenz. Mazurski Marquez. W ubiegłym roku Krzysztof A. Worobiec pokazywał mi w swoim prywatnym muzeum w Kadzidłowie tajemniczy obraz: kompozycję przedstawiającą bukiet kwiatów zrobionych z rybich łusek, naszytych na czarny aksamit. Worobiec kupił ją w Desie w Zielonej Górze. Sukienkę z haftem z rybich łusek nosi Sonia Turk – jedna z bohaterek powieści Lenza „Muzeum ziemi ojczystej”. Wyroby z rybich łusek to sztuka mazurska w najczystszej postaci.

Środa. Festiwal teatralny Demoludy w Jaraczu. Po spektaklu „Zaginionej Czechosłowacji” spotkanie z autorką sztuki Małgorzatą Sikorską-Miszczuk i reżyserką przedstawienia Marią Spiss. Bohaterką dramatu jest Marta Kubisowa, pieśniarka z Czechosłowacji. Rzecz jest o tym jak zachowywać się godnie w trudnych czasach. I o tym, że Kubisowa nie chce być bohaterką Praskiej Wiosny 68, choć nią jest. Sztuka jest skomplikowana, nie jest linearna.

Ale jak żyć godnie w dzisiejszych czasach? – Na przykład nie rozstawać się z sympatią esemesem –  tłumaczy autorka „Zaginionej Czechosłowacji”.

Czwartek. Ciekaw jestem czy królowa Elżbieta dużo esemesuje? Telewizje całego świata pokazują jak Hillary Clinton dostaje esemesa z wiadomością, że Kaddafi nie żyje. Ktoś podaje jej komórkę, potem pani sekretarz stanu czyta  wiadomość i wydaje z siebie okrzyk  jak nastolatka: Wow…

To Wow powtarza prowadzący wiadomości w CNN. Prowadzący wygląda jak senator- w naszej telewizji takich nie ma. Jego głowa, jakby napisał Józef Czechowicz: „siwieje a świeci jak świecznik”.

Internetowy miejski  słownik slangu  i mowy potocznej podaje cztery znaczenia Wow : od pozytywnego zdziwienia do wyrazu podziwu.

Pamiętam czasy kiedy wyjazdy do Libii był czymś niezwykle pożądanym. By zarobić dolary jeździli do tego kraju inżynierowie i lekarze. W „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego, wielkim filmie o tym jak można zmarnować energię życia, jest taka scena. Dziekan  z Akademii Medycznej (w tej roli Zygmunt Hübner) proponuje Witkowi Długoszowi, swojemu asystentowi (Bogusław Linda) by zastąpił go w Libii na konferencji naukowej. Dziekan nie chce starać się o paszport, bo jego syna, działacza opozycji, niedawno aresztowano. Witek godzi się zastąpić dziekana na konferencji. I potem jego samolot, jak napisał Kieślowski „rozbłysnął nagle wielkim, nienaturalnym blaskiem”. To trzeci wariant losu bohatera. Ginie w katastrofie. W drodze do Libii.

 

10 Paź 2011

Niedziela. Marian Pilot za „Pióropusz” dostał nagrodę Literacką Nike. W Olsztynie pierwszy  zwrócił mi uwagę na tę solidną powieść prawnik i pisarz Bohdan Dzitko.

Marian Pilot powiedział, że powieść powinna być jak rumba. „Rumba dołżna imiet’ pandeiro” i tego się pisarz trzymał pisząc „Pióropusz”. Co to jest pandeiro? Kto to wie? Ciekawe czy Bohdan trafnie przewidzi przyszłoroczną Nike?

Poniedziałek. Sławomir Mrożek przyjechał z Nicei, gdzie osiadł na stałe dla lepszego klimatu. Podpisywał w Warszawie swoją korespondencję ze Stanisławem Lemem. 
Raz widziałem Mrożka podpisującego książki. Wydał mi się wysoki.

Wielki Człowiek. Lem napisał, ze Mrożek jest niezastąpiony. Lem też. Brakuje mi jego komentarzy.

Środa. Zmarł Steve Jobs. Wywodził się z powojennego pokolenia z którym się utożsamiam. Oglądałem na FB archiwalny filmik z młodym Jobsem prezentującym Macintosha Classic.

Mam duży sentyment do tego komputerka. Walizkową maszynę do pisania zamieniłem na niego. Mam go do tej pory. I ważne teksty przechowuję w jego łebku.

Czwartek. Tomas Tranströmer, szwedzki poeta  otrzymał literackiego Nobla. Wisława Szymborska wysłała laureatowi esemesa z gratulacjami. Czesław Miłosz w swojej antologii poetyckiej „Wypisy z ksiąg użytecznych” umieścił cztery wiersze Szweda.

Lubię wiersz Tranströmera — „7 marca 1979”. O zaśnieżonej wyspie. Obraz pustkowia jest sugestywny, czujemy zimno prawie arktyczne. Ale w pewnej chwili poeta natrafia na „ślady sarnich kopytek w śniegu”. Szymborska w wierszu „Radość pisania” pyta: „Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?”.

Sobota. Rozmawiam z mamą o dorożkach w Olsztynie. Kiedy miałem dwa miesiące mama postanowiła odwiedzić swoich rodziców, czyli moich dziadków, którzy wówczas mieszkali w Kutnie. Sprawa była prozaiczna — w Olsztynie nie było mleka w proszku. A tam było. Tata zamówił dorożkarza.  Dorożkarz umieścił mój głęboki wózek obok siebie na koźle, a my z mamą opatuleni za nim.

Był zimny maj. Spadł śnieg. Ruszyliśmy na Dworzec Główny w Olsztynie. Całą noc jechaliśmy pociągiem do Kutna. Mleko w proszku przepisał mi w Kutnie dr Kinderman. Był lekarzem szkolnym w liceum, w którym uczył mój dziadek.

Niedziela. 90 urodziny Tadeusza Różewicza. Zatelefonowałem  do Janka Stolarczyka, co słychać u Mistrza. Janek, który raz w tygodniu odwiedza Różewicza, powiedział mi, że poeta nie przejmuje do wiadomości swojego jubileuszu. Jak zawsze z dystansem, surowy wobec siebie.

Raz rozmawiałem z Tadeuszem Różewiczem. Na targach książki. Spytałem Mistrza jak się czuje. Powiedział mi, że wydaje mu się, że będzie żył 500 lat.
500 lat Panie Tadeuszu!

21 Sie 2011

Sztuka najnowsza jest ekscytująca. Pierwsze skrzypce grają w niej kobiety. Sztuka bywa więc jak one: lód albo ogień.

Choć lato jest deszczowe i raczej chłodne w galerii BWA można się rozgrzać na wystawie Joanny Rajkowskiej –  patrz poniżej. Prace Rajkowskiej  są do obejrzenia w Olsztynie do 4 września.  Tytuł wystawy „Bibliotekarze w Ziemi Ognistej”.

Nie miałem dotąd okazji wspomnieć o wystawie „Trzy kobiety”, którą otwarto z początkiem wiosny w warszawskiej Zachęcie. To również był ogień. Pokazano dzieła trzech artystek, pionierek polskiej sztuki kobiet: Ewy Partum, Natalii Lach-Lachowicz i Marii Pinińskiej-Bereś. Te odważne wizjonerki były w latach 70. śmielsze od mężczyzn.

Sfotografowałem na tej wystawie pracę Natalii LL „Aksamitny  terror” z 1970 roku.

Praca Natalii LL świetnie oddaje modę tamtego czasu, te dziwne buty, których dziś pewnie nie włożyłaby żadna dziewczyna.

Wspominam wiosnę tego lata. Maj był piękny. Zaczęło się spektaklem w teatrze Stefana Jaracza  „Tango nuevo” z muzyką Astora Piazzolli, w reżyserii Giovanny Castelanosa. Piazolla wiadomo – klejnot Argentyny, zrewolucjonizował tango. Tancerki wystukiwały swoimi bucikami rytmy męskiego tańca malambo, a ja myślałem o męskim punkcie widzenia na kobietę, który objawia się w wierszu chijskiego poety Nicanora Parra . Wiersz zatytułowany jest „Kobiety” i rozpoczyna się wersem „Kobieta niemożliwa, /Kobieta wysoka na dwa metry…” a kończy  „Doprowadzą mnie do szaleństwa”. (Ten i inne wiersze Nicanora Parry, w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej, można przeczytać w „Literaturze na świecie”, nr 7-8 z  2000 roku, str. 199-200).

W czerwcu w olsztyńskiej galerii Rynek wystawiał swoje obrazy Jarosław Puczel. Jedną ze swoich prac zatytułował „Blow-Up” czyli „Powiększenie”. Pamiętacie film Michelangelo Antonioniego z 1966 roku o tym tytule?

Ten film jest ważny z naszego, warmińsko-mazurskiego powodu, bo grała w nim Veruschka Lehndorff, córka hrabiego Lehndorffa ostatniego pana na Sztynorcie, straconego za udział w sprzysiężeniu przeciwko Hitlerowi.

Płótno Puczela nawiązuje do kadru z „Powiększenia”. Antonioni zainspirował się nowelą rodaka Piazzoli  – Argentyńczyka  Julio Cortázara  „Babie lato” („Las babas del diabolo” –  w kraju pisarza babie lato zwie się diabelską śliną). Puczel zainspirował się filmem Antonioniego.

W czerwcu po raz kolejny pokazało się, że panie są górą, bo na VII Olsztyńskim Biennale Sztuki wzięły siedem na osiem nagród i wyróżnień (wyjątkiem potwierdzającym regułę był Robert Listwan, który otrzymał drugą nagrodę).

 

Panie nie zaprezentowały sztuki łatwych wzruszeń. Raczej była to surowość i minimalizm, jak w wypadku nagrodzonej Grand Prix pracy Anny Drońskiej z cyklu „Opuszczone-Odzyskane”, którą tu przedstawiam, czy wyróżnionej fotografii Mai Siecińskiej.

Maja Siecińska sfotografowała trójkąt ocynkowanej blachy, przypominający skrzydło nowoczesnego myśliwca, czy pojazd kosmiczny, oświetlony zimowym światłem.

Artystki więcej widzą? Czy przewidują globalne ochłodzenie? A może tylko szybki koniec lata?

 

 

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.