23 Maj 2010

W Prusach Królewskich podają świetny chłodnik litewski.  Pojechałem do Torunia, żeby zobaczyć „Wujaszka Wanię” Antoniego Czechowa prosto z Moskwy. Z teatru Wachtangowa. Spektakl wyreżyserował Rimas Tuminas, który jest kierownikiem artystycznym tego teatru.  Chciałem się dowiedzieć, co ten sławny Litwin ma do powiedzenia o rosyjskiej klasyce i o Rosjanach. W sobotę rozpoczął się w mieście rodzinnym Kopernika 20. Międzynarodowy Festiwal Teatralny.

Tuminas jest chłodnym racjonalistą z Północy i wypruł flaki z klasyki  zostawiając sam szkielet. Ale niczego nie dopisał, co u nas jest w modzie. Tuminas pokazuje Rosję bez samowara: europejską, nowoczesną, świadomą swojej siły i urody, a zarazem wątpiącą i pełną słabości. Mam pewne podejrzenie, że zastanawia się, gdzie byłaby Rosja, gdyby nie rewolucja październikowa. Wiem, że Krzysztof Warlikowski też  chciałby wiedzieć, jaka byłaby współczesna Polska, gdyby nie rok 1939 .

Aktorzy. Spektakl Litwina to mieszanka filmowych efektów.  Aktorzy maja na sobie stroje współczesne, ale wystylizowane na lata 30. Rosja hollywoodzka. Tak jakby nie było tam rewolucji. Tylko modernizm. Doktor Astrow prezentuje się w długim płaszczu z kapturem i w kapeluszu z rondem,  jak Indiana Jones. Gra go Władimir Wdowiczenkow, dorodny aktor o męskiej,  mocnej urodzie. Ilia Tielegin, który pomaga prowadzić gospodarstwo Soni i Iwanowi, ma melonik Chaplina. I ten aktor o niesłychanej sile komicznej wykonuje od czasu do czasu coś w rodzaju chaplinowskiej pantomimy. Patrząc na niego myślałem o Tadeuszu Fijewskim. Maria Wojnicka, matka „wujaszka Wani”, przypomina nowoczesną kobietę z awangardowych filmów radzieckich z lat 20. Aleksander Sieriebriakow (Władimir Simonow), profesor, mąż o wiele lat młodszej od niego Heleny (Anna Dubrowskaja), jest współczesny i „nowoczesny”, jak profesorowie z polskich filmów z lat 60. ( przypomnijcie sobie Andrzeja Szalawskiego w roli profesora-ortopedy z filmu „Człowiek z M-3)”.

Iwan Wojnicki (Siergiej Makowieckij), czyli „wujaszek Wania”, jest sam w sobie, nie gra żadnej filmowej postaci. Ten „wujaszek” wzrusza swoją bezradnością.

Anna Dubrowskaja w roli Heleny

Helenę  gra urodziwa  Anna Dubrowskaja. Helena też wzrusza , podobnie jak Sonia (Maria Berdinskich),  kobieta-dziecko, jakby przeniesiona z filmów radzieckich z lat 60. Zakochana brzydula.  Zabawna jest niania.

Aktorzy grają na wszystkich rejestrach. Pokazują całe instrumentarium. Raz są patetyczni, mówią z emfazą, innym razem są  naturalni, ujmują prostotą. Aktorzy  to najmocniejsza strona spektaklu.

Scenografia. Siedziałem w pierwszym rzędzie więc dokładnie widziałem  stojący na scenie stół stolarski z narzędziami – bohaterowie od czasu do czasu wbijają w ten stół gwoździe różnej grubości – oraz wagę gospodarską. W pewnej chwili na scenę wjeżdża pług na  kółku.  Za oknami salonu-pracowni rozpościera się park, którego pilnuje kamienny lew. Stół i walające się po scenie stróżyny drewna to, jak rozumiem, aluzja wprost do naczelnego problemu Czechowa , że „trzeba pracować, nie siedzieć z założonymi rękami”. Kiedy „wujaszek” po raz pierwszy zjawia się na scenie ma owe stróżyny we włosach. I na marynarce.

Muzyka. Przypomina mi filmową z „Ojca chrzestnego”. Jest efektowna, ale czasami  monotonna, podkręca spektakl, albo też za bardzo dźwięczy.

Idee. Minęło 110 Lat odkąd Czechow napisał swoją sztukę w której wszyscy bohaterowie zakochani są we wszystkich. Proekologiczne proroctwo Czechowa się wypełniło. Planeta jest ogołocona z lasów. Ziemia stepowieje. Morza zatrute. Giną różne gatunki zwierząt.  Próżniacy eksploatują pracowitych.  A starzy celebryci nadal żenią się z młodymi kobietami.

Lubię wspomnienie o Czechowie, zafascynowanego nim pisarza Iwana Bunina. „Mało sypiał, mało jadł, bardzo lubił porządek”- napisał Bunin o swoim mistrzu. Też tak bym chciał.

Wujaszek Wania”. Państwowy Akademicki Teatr im. Jewgienija Wachtangowa Moskwa-Rosja. Reżyseria Rimas Tuminas, scenografia, kostiumy Adomas Jacovskis, muzyka Faustas Latenas. Występują: Maria Berdinskich, Anna Dubrowskaja, Artur Iwanow, Siergiej Jepiszew, Galina Konowałowa, Jurij Kraskow, Jewgienia Kregżde, Siergej Makovieckij, Ludmiła Maksakowa, Władimir Simonow, Władimir Wdowiczenkow.

17 Maj 2010

Jeśli pod posadzką fromborskiej katedry  rzeczywiście odnaleziono szczątki Kopernika, to astronom do końca życia zachował zdrowe zęby. Jeśli to on. Michał Juszczakiewicz autor filmu „Tajemnica grobu Kopernika” nie rozstrzyga tej kwestii. On tylko towarzyszył ze swoją kamerą szwedzkim i polskim naukowcom. Pokaz filmu Juszczakiewicza zamykał Międzynarodową  Noc Muzeów na zamku w Olsztynie.

Kopernik z „De revolutionibus”, pocztówka z lat 30. XX wieku

Juszczakiewicz zrobił dokument  chwilami przypominający  film kryminalny o poszukiwaniu grobu astronoma we Fromborku. Towarzyszył z kamerą archeologom, antropologom, biologom. Był przy odsłanianiu kolejnych warstw posadzki w katedrze, zaglądał do  krypt świątyni i do laboratoriów w Polsce i Szwecji. Dzięki jego inicjatywie, bo sam się zgłosił do Fromborka z propozycją, że będzie dokumentował całe przedsięwzięcie, możemy uczestniczyć w tych poszukiwaniach  i wyrobić sobie własny pogląd na całą sprawę.

Film pokazuje co jeszcze trzeba zrobić. Należy porównać DNA krewnych Kopernika – żyjących lub umarłych –  z DNA pobranym ze szczątków znalezionych we Fromborku, w tym z pięknych zębów. Prace genealogiczne należy kontynuować poza granicami Polski. Trzeba dokończyć poszukiwania  w podziemiach katedry fromborskiej.

Film Juszczakiewicza rozbudza zainteresowanie Kopernikiem. Jest też świetną reklamą książki olsztyńskiego historyka dr. Jerzego Sikorskiego „Prywatne życie Kopernika”. W  dokumencie widać pasję i fascynację reżysera tematem.

Ale Międzynarodowa Noc Muzeów była również okazją do obejrzenia prawdziwych skarbów olsztyńskich archiwów i bibliotek. Na wystawie – eksponowane są jeszcze przez tydzień – jedyne znajdujące się Polsce rękopisy Kopernika czyli Coppernica, bo tak pan Mikołaj się podpisywał.  Jest pierwsze wydanie „De revolutionibus”, które autor zdążył jeszcze zobaczyć przed śmiercią, a które było w bibliotece Albrechta Hohenzollerna, ostatniego wielkiego mistrza krzyżackiego i pierwszego księcia Prus. Księgę, co czyni bardzo rzadko, wypożyczyła Olsztynowi biblioteka UMK w Toruniu. Jest też na wystawie – wśród innych wspaniałych ksiąg – Atlas Klaudiusza Ptolemeusza. Należał kiedyś do biblioteki kolegiaty dobromiejskiej i zaświadcza o dawnym bogactwie Warmii.

Atlas Ptolemeusza otwarty jest na mapie ówczesnego  świata, tak jak widzieli go Grecy w 15o roku. Obraz Europy niewiele różni się od tego, jaki znamy ze współczesnych atlasów, a przecież starożytni  kartografowie nie posługiwali się zdjęciami satelitarnymi. Warto na tę mapę popatrzyć. Uczy pokory.

14 Maj 2010

Entuzjaści wrócili. Warmińska Inicjatywa Filmowa przedstawi w dniach od 17 do 21 maja swoje dokonania w kamienicy Naujacka a potem ruszy w objazd po gminach wokół Olsztyna. Ze swoimi dokumentami i fabułami.

Katalog wystawy „Entuzjaści” w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie

Pojawienie się Warmińskiej Inicjatywy Filmowej obudziło moje filmowe wspomnienia. Nazywam ich entuzjastami, tak jak nazwała nas Marysia Lewandowska i Neil Cummings. Nas: mnie, moich kolegów, którzy eksperymentowali z filmem w latach 70.  Ale po kolei. Lewandowska i Cummings – artyści z Wielkiej Brytanii zainteresowali się produkcją amatorskich klubów filmowych w Polsce w latach 50.-70. Potraktowali tę twórczość  jako fenomen socjologiczno- artystyczny. Marysia odwiedziła Olsztyn. Niestety nie doszło do naszego spotkania. W każdym razie z archiwum dawnego Amatorskiego Klubu Filmowego „Grunwald”, który działał przy Wojewódzkim Domu Kultury w Olsztynie na ul. Parkowej 1 (obecnie CEiIK) wybrała kilka filmów w tym animację, którą zrobiliśmy z Krzysztofem Janickim w 1977 roku. Film nosi tytuł „Razem”. Był nagradzany i znany w środowisku ludzi zajmujących się wówczas animacją, a teraz niespodziewanie wychynął z Internetu, dzięki Lewandowskiej i Cummingsowi.

W 2004 roku w Centrum Sztuki Wspólczesnej w Zamku Ujazdowskim w Warszawie Marysia Lewandowska i Neil Cummings zorganizowali wystawę „Entuzjaści  z amatorskich klubów filmowych”. I tam zaprezentowali  filmy, nie tylko z Olsztyna, ale z Katowic, Krakowa, Warszawy, Poznania, Torunia  i innych miast, gdzie działały kluby filmowe. W Internecie  jest strona „Entuzjaści-Enthusiasts” i każdy może zapoznać się z tym projektem i filmami. Ukazała się też książka-katalog z wystawy.

Neil Cummings tłumaczy dlaczego zainteresowały go te archiwalne taśmy: ”Etuzjasta często działa  poza oficjalną sferą kultury i jej wytworami, przyjmując kontrkulturową taktykę oporu i krytyki”.

Kto chciałby lepiej zrozumieć to zjawisko, temu polecam „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego. Przedpremierowy pokaz tego filmu odbył się w 1979 roku w Olsztynie, na Parkowej 1, zresztą z udziałem reżysera. Po pokazie Kieślowski wsiadł do malucha i odjechał do Warszawy. Ale to już inna historia. Ja cieszę się, że entuzjaści wrócili.

PS. Kto chciałby się czegoś więcej dowiedzieć o filmach z AKF „Grunwald”, musi sięgnąć do bardzo grubej, mającej prawie tysiąc stron książki pod tytułem „Olsztyn. Kultura i nauka 1945-2005”. Jest tam  rozdział „Olsztyn filmowy”. Polecam.

03 Maj 2010

Toruń jest bardzo filmowy. Przekonałem się o tym odwiedzając miasto rodzinne Kopernika w pierwszy majowy weekend. Nie byłem w nim parę dobrych lat. Kiedy więc naoglądałem się zabytków i nowych budowli, pomników i fontann, poszedłem zobaczyć jak mają się nad Wisłą przybytki X Muzy.

„Nasze kino” na Podmurnej 14 w Toruniu

Najpierw sprawdziłem czy istnieje „Nasze kino” na Podmurnej 14. Kiedyś przypadło mi do gustu, bo lubię kameralne sale (ta ma 75 miejsc). Mało tego że jest: wyświetlają film „Kocham kino”, którego nie zdążyłem obejrzeć w Olsztynie. Wiadomo, że chodzenie do kina w pojedynkę  jest jak picie do lustra. Poszedłem więc na „Kocham kino” z kolegą. Zachęciło nas, że bilet na dwie osoby jest tańszy, kosztuje 19 złotych. Bilet na jednego widza trzynaście złotych.

„Kocham kino” to składanka 34 etiud największych współczesnych reżyserów. Powstał na 60. lecie festiwalu w Cannes. Miał swoją premierę trzy lata temu, ale dopiero teraz trafił na polskie ekrany. Co tu dużo opowiadać, kto kocha kino powinien film zobaczyć. Polecałbym szczególnie młodzieży, która chce zająć się na poważnie kinematografią.

Etiudy mistrzów są w różnej tonacji: od zupełnie poważnych, do całkiem żartobliwych. Są  jak błyskotliwie opowiedziane dowcipy (na przykład „Kino erotyczne” Romana Polańskiego). Dla każdego coś miłego . Najstarszy aktywny reżyser filmowy na świecie Portugalczyk Manoel de Oliveira zrekonstruował  jedyne spotkanie Chruszczowa z papieżem Janem XXIII ( w roli Chruszczowa Michel Piccoli). Jeanne Moreau wspomina Marcello Mastroianniego… Są Chińczycy, przepiękne Iranki, Amerykanie i w tym wszystkim przedwojenna Warszawa i fragment pierwszego polskiego filmu w języku jidysz z 1937 roku, pod tytułem „Dybuk”

Odwiedziłem też Centrum Sztuki Współczesnej zaprojektowane przez wrocławskiego architekta Edwarda Lacha. Otwarto je dwa lata temu. To kawałek bardzo porządnej architektury w pobliżu rynku, świetnie wpasowanej w toruński gotyk, pruski neogotyk, ale i przedwojenną architekturę modernistyczną. Toruń był przed wojną stolicą województwa pomorskiego z dostępem do morza, niby każdy to wie, ale zapomina.

W CSW jest mnóstwo przyjaznej przestrzeni, ale też dobrze zaopatrzony sklepik z książkami o sztuce. Kupiłem w nim między innymi wspomnienia reżysera Volkera Schlöndorffa „Światło, cień i ruch”. Jest też kino. Zobaczyłem w nim „Nic osobistego”– debiut Urszuli Antoniak –  Polki mieszkającej w Holandii.

W tym filmie niby nie ma nic oryginalnego, są prawdy w rodzaju: spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, albo: człowiek jest samotną wyspą. Ja widzę w nim pean na temat uważności życia. Ale też pochwałę kultury: życia, jedzenia… Bohaterowie filmu nigdy nie są samotni – choć może są osamotnieni – bo wyrośli i ciągle żyją w kulturze europejskiej. Ale też mają w sobie coś, co jest bliskie ludziom z naszej części Europy. Ironię. Na pytanie dziennikarza „Jaki typowy dla siebie motyw zawarty w tym filmie chciałaby Pani rozwijać w przyszłości?” Urszula Antoniak odpowiada: Zakorzenioną w środkowoeuropejskiej tradycji ironię, jako ton, lecz nie jako temat.  Ironia jest dla mnie solą życia i jego największą mądrością”.

A teraz będzie retrospekcja.

Dawno, dawno temu, to było jeszcze przed premierą „Rejsu”, spotkał się z nami, czyli studentami UMK,  w stołówce akademickiej Marek Piwowski.  Reżyser przywiózł ze sobą taśmę z filmem „Korkociąg”. Po spotkaniu  zaproponowaliśmy Piwowskiemu, że pójdziemy na Stare Miasto do kina „Orzeł”, uprosimy operatora, żeby nam film wyświetlił. Była już późna pora, kończył się ostatni wieczorny seans. Być może przekonały operatora zebrane do czapki drobniaki, lub zwyczajnie kochał kino, czyli swoją pracę, w każdym razie wyświetlił bez żadnych ceregieli nam i reżyserowi „Korkociąg”.

Budynek  po dawnym kinie „Orzeł” w Toruniu – do wynajęcia

I oto spacerując po Toruniu zobaczyłem wywieszkę, że lokal kina jest do wynajęcia. Mam do  „Orła” sentyment nie tylko ze względu na Piwowskiego. Przed wojną kino nosiło nazwę „AS”. I wtedy chodził do niego mój tato na filmy kowbojskie w których grał Tom Mix.

Jedno  więc kino w Toruniu upada, ale zaraz rodzi się następne, kino na Podmurnej. I następne w Centrum Sztuki Współczesnej. Kochają kino w Toruniu. I wcale to co piszę nie zakrawa na ironię. Nawet stawiają pomniki filmom. Sfotografowałem pomnik filmu „Prawo i pięść” na Nowym Rynku. Tam właśnie ten film powstał.

Pomnik filmu „Prawo i pięść” na Nowym Rynku w Toruniu

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.