26 Wrz 2010

Pamiętacie „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego? Kamera może zmienić człowieka , dać mu nową świadomość. Poruszył mnie dokument Tomasza Wiszniewskiego o górnikach z wałbrzyskich bieda-szybów „Wszyscy jesteśmy z węgla” . Wrażenie spotęgowało miejsce projekcji – budynek akumulatorowni w dawnej kopalni w Zabrzu. Film powstał sześć lat temu. Był nawet pokazywany w TVP, ale wtedy go przeoczyłem.

Wiszniewski zrobił dokument przewrotny. Przewodnikiem po świecie bieda-szybów uczynił byłego górnika, obecnie filmowca. Roman Janiszek, kiedy zamknięto jego kopalnię, zarabiał na życie rejestrowaniem kamerą wideo ślubów i chrztów. Wiszniewski namówił Janiszka by skierował kamerę na kolegów, którzy z narażeniem życia nielegalnie wydobywają węgiel w dziurach w ziemi. Robią to by utrzymać rodziny. Wiszniewski pokazuje jak Janiszek z kamerą w ręku organizuje bezrobotnych kolegów.

To nie jest żadna „czernucha”, choć obrazy wydobywania węgla w tak niebezpiecznych warunkach są posępne. Ale górnicy z bieda- szybów przypominają bohaterów angielskich filmów: są mocni i etyczni.   Jeden z nich trenuje boks . Wie, że wśród pierwszych zawodników tej dyscypliny byli ludzie silni fizycznie: kowale, ale i górnicy.


Podoba mi się postawa reżysera, który zachowuje się jak socjolog-badacz, a potem społecznik. Właśnie tak pracowali angielscy młodzi gniewni.

Film oglądałem w Skansenie Górniczym „Królowa Luiza”, który jest oddziałem Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu.

Królowa Luiza to pierwsza państwowa (!) kopalnia na Górnym Śląsku, założona w 1791 roku. Jest tam co zwiedzać. Trafiłem akurat na Europejskie Dni Dziedzictwa ”Od pomysłu do przemysłu”. Spotkałem tam na przykład prawdziwego kataryniarza z XIX-wieczną katarynką.


Następnego dnia oglądałem 150-letni browar w Zabrzu, nadal produkujący piwo.


A potem pojechałem do Katowic. W Muzeum Śląskim obejrzałem wystawę „Eros a’ la naif”
z obrazami między innymi Erwina Sówki. Wystawa czynna jest do 21 listopada. Warto ją zobaczyć, podobnie jak znajdujące się w Muzeum Śląskim dwie wspaniałe galerie malarstwa polskiego: 1800-1945 i po 1945 roku. Śląsk ma wiele barw.

15 Wrz 2010

W czwartek minęła 4 rocznica śmierci Hieronima Skurpskiego. 16 września 2006 roku to była sobota. W czwartek rozmawialiśmy przez telefon.

Pan Hieronim dostał moją kartkę z gór i nie mógł jej odcyfrować. Napisałem mu w niej o tym, że jak się jedzie przez Polskę z północy na południe to jeszcze widać granice zaborów. Jak zwykle na pożegnanie powiedzieliśmy sobie, że trzeba się spotkać.
Na blogu już wcześniej pisałem, że pan Hieronim raz po raz daje znać o sobie. Tydzień temu na otwarciu ciekawej wystawy abstrakcjonistów w BWA w Olsztynie, szefowa Galerii Małgorzata Jackiewicz – Garniec opowiedziała o olsztyńskim śladzie wystawy. Otóż odpakowując po przywiezieniu z Gdańska najcenniejsze dzieło ekspozycji – kompozycję Kandinskiego, ktoś zauważył na odwrociu małą pieczątkę BWA w Olsztynie i rok 1967. Wówczas dyrektorem Galerii , mieszczącej się jeszcze na zamku był Hieronim Skurpski.
Dziś zajrzałem do III tomu „Szkicowników” pana Hieronima. Książka otworzyła mi się na zapisie dziennika z wtorku, 26 listopada 2002. Artysta miał wtedy 88 lat. Zastanawiał się nad losem swojej sztuki.
”Uświadamiam sobie, że mój mozół „twórczy” nad wyrażeniem siebie to, bez mała, ten sam, co pracowitego Tadeusza Makowskiego. Tamten w Paryżu „dobijał się” do swego wizerunku artystycznego (…) Ja natomiast – z innej gliny – wykonywałem swój wizerunek duchowego istnienia samotnie w Pluskach, Paulinowie czy Olsztynie. Boć przecie sztuka jest wszędzie w jednostce, a nie tkwi błogosławiona przez Paryż czy inną stolicę pretendującą do rozdawania laurów i chwały”.
BWA szykuje wystawę grafik pana Hieronima. Ten artysta, któremu region i Olsztyn tyle zawdzięcza zasługuje na to by ciągle przypominać jego sztukę.
Na koniec objaśnię zdjęcie. Zrobiłem je w ukochanych przez pana Hieronima Pluskach. 4 lipca 1993 roku zawiozłem do artysty znanego niemieckiego dziennikarza Ralpha Giordano, który zbierał materiał do swojej książki „Ostpreußen ade” („Żegnajcie Prusy Wschodnie”).To były ostatnie szczęśliwe wakacje artysty w Psiejbudce, jak nazywał letnią pracownię w Pluskach. Lubił ten – jak nazywał – pogański krajobraz, pobliskie Jezioro Święte i wieś Kurki, których nazwa wywodzi się od pruskiego bożka Kurcho. Pan Hieronim był w świetnej kondycji. Ale w swoim dzienniku „Refleksje.Rysunki.Dziennik, Olsztyn, 2002 napisał, że bardzo zmęczył się rozmową z Giordano i jego tłumaczką, bo rozmowa dotyczyła tematów, które go bardzo stresują: ”Są to kulisy mojej sztuki oraz mego rozwoju osobowego, do których odnoszę się krytycznie i to bardzo krytycznie”.


02 Wrz 2010

Jakie są wiersze miłosne 22-latki, która zna książki Elfriede Jelinek a jeszcze na dodatek jest anglistką uczącą się hiszpańskiego? Jej wiersze są kompetentne językowo i erudycyjne. Czułem radość słuchając zręcznych wersów w rodzaju: „ciało, gdy je odkryć, piekli się w pianie”.

Przed chwilą zakończył się wieczór autorski Natali Malek. W Antykwariacie Izy Walesiak promowała swoje „Pracowite popołudnia”. Jej debiutancki tomik ukazał się w Warszawie nakładem Staromiejskiego Domu Kultury. Powyższy cytat pochodzi z wiersza „Para-filia”. Spotkanie prowadził Michał Krawiel.

Autorka sprowokowana przez jednego z uczestników wieczoru pytaniem: skąd wzięło się u niej nienajlepsze zdanie o ludziach odpowiedziała, że jej pisanie bierze się z nieufności, iż woli pisać, niż mówić. W pewnej chwili dyskusja zaczęła dotyczyć kwestii dostępu kobiet do literatury. Poetka zadała retoryczne pytanie: – Może generalnie kobieta nie może być kolegą , bo nie wypije takiego morza alkoholu? To zdanie dotyczyło tzw. kolesiostwa w literaturze. Bohaterka wieczoru przyznała , że nie cierpi literackiej krytyki feministycznej. Uważa jednak, że feminizm jest niezbędny do życia.

To już drugie spotkanie literackie w Antykwariacie Izy Walesiak na ul. Skłodowskiej-Curie. Uczestnicy zwołują się na Facebooku. Ten przychodzi, kto jest zaproszony. Zwykle kilkanaście osób. Siadają na ziemi, na stosach książek. Pośród półek z książkami. Młodzi wrażliwi ludzie. To miejsce robi się modne.

01 Wrz 2010

Jeśli książki mają wpływ na życie, oto jedna z nich: „Dancing w kwaterze Hitlera” Andrzeja Brychta. Dzięki niej zainteresowałem się literaturą.

Brycht był pierwszym prawdziwym pisarzem jakiego zobaczyłem na własne oczy. Chodziłem wtedy do III LO. Brycht przyjechał na spotkanie autorskie do Olsztyna, jedno z wielu, które wtedy odbywał. Chciałem zobaczyć pisarza, który napisał „Dancing w kwaterze Hitlera”. Książka zrobił na mnie duże wrażenie, do tego stopnia, że spory fragment  opowiadania, zaczynający się od słów: ”W basenie Ewy Braun stała woda zielona, z grubą skorupą rzęsy i żabiego skrzeku” (cytuję z pamięci) mówiłem na konkursie recytatorskim. Już nie pamiętam czy spytałem Brychta o cokolwiek. Może i spytałem, a może tylko chciałem spytać kiedy napisze książkę o Wietnamie. Wiedziałem, że tam pojechal by napisać reportaż z wojny.

Po raz pierwszy usłyszałem wtedy kogoś kto mówił w sposób prosty i naturalny o pisarstwie jako procesie twórczym, codziennym zajęciu, czy nawet manii. I nie było to romantyczne podejście z jakim spotykałem się do tej pory na lekcjach polskiego. Potem zobaczyłem ekranizację filmu i podobali mi się młodzi aktorzy, a szczególnie zachwycałem się piękną Mają Wodecką. Z biegiem lat moja fascynacja tamtą książką osłabła, choć nadal pamiętam muzyczną frazę zdań. Nie wiedziałem też jak potoczyły się losy Brychta po wyjeździe z Polski. Minęło tyle lat od tamtych czasów i oto teraz wróciły mi one dzięki książce Henryka Dasko „Odlot malowanego ptaka”.

Dasko zmarł cztery lata temu. Emigrant z 1968 roku napisał o pisarzach – emigrantach. Brychcie, Kosińskim, Tyrmandzie i Nabokovie. Dasko jest sprawiedliwy. Stara się zrozumieć swoich bohaterów i pisze o nich z sympatią. Przejmujący portret Andrzeja Brychta, który w Kanadzie przeżył 26 lat, pracując między innymi jako kierowca autobusu, i nie doszedł już nigdy do swojej formy pisarskiej, jest najważniejszym fragmentem książki.

A teraz niedawno wychynął mi znów Zdzisław Maklakiewicz z filmowego  „Dancingu” na Youtube. Maklakiewicz mówiący Brychtem.

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.