28 Sie 2011

Wybrałem się na rynek Starego Miasta by zobaczyć zwielokrotnienie pruskiego posągu z dziedzińca naszego zamku.

Jak wiadomo monolit  z granitu przeniesiony został po II wojnie światowej z Barcian na dziedziniec olsztyńskiego zamku i tam sobie stoi budząc mniejsze lub większe zainteresowanie turystów. Zwielokrotniony i przybrany różnymi malunkami budzi wesołość dorosłych i szczególne zainteresowanie dzieci, a osobliwe małych dziewczynek, które widzą w nim dużą lalkę.

Akcja jest radosna i rozsłonecznia starówkę. Jest żartem artystycznym, dadaistycznym gestem, trochę na podobieństwo tego, którego autorem przed laty był Marcel Duchamp (1887-1968). Duchamp pewnego jesiennego dnia kupił reprodukcję znanego obrazu Leonarda da Vinci „Mona Lisa” i domalował  sportretowanej  damie wąsy i bródkę. Kobieta z obrazu znanego renesansowego artysty stała się więc mężczyzną.

Artystyczna młodzież z Olsztyna wykonała podobny ruch w duchampowskiej grze „zamieszania” płci. Tylko w drugą stronę. Z chłopa czyniąc  babę. Jak pisze przecież profesor  Łucja Okulicz-Kozaryn w tomie „Dzieje Prusów”(Wrocław 1997 r.) „Baby” pruskie „przedstawiają wojowników, rycerzy i wodzów, a więc oczywiście ludzi znakomitych w pojęciu Prusów.

I oto teraz staje przed nami taki wojownik –  niewątpliwie kiedyś bardzo groźny i na serio – w damskich szatkach, z wymalowanymi oczami, w chuście na głowie, albo nawet na  szpilkach. Jest  to więc akt pacyfistyczny, protest przeciwko wojnie zgodny z ideą Dada, czyli dadaizmu, awangardowego stylu Europy lat  XX, który zrewolucjonizował ówczesna sztukę. Baba Dada na rynku więc  to ruch w dobrą stronę.

Nacieszywszy się multiplikacją baby  postanowiłem odwiedzić jej oryginał na dziedzińcu zamku. Monolit (monolitka) stał (-ła) jakby smutno. Niewiele osób wokół. Spotkałem  kolegę z żoną. Wymieniliśmy uwagi na temat dzisiejszych czasów w których kopia popularniejsza jest niż autentyk.

 

21 Sie 2011

Sztuka najnowsza jest ekscytująca. Pierwsze skrzypce grają w niej kobiety. Sztuka bywa więc jak one: lód albo ogień.

Choć lato jest deszczowe i raczej chłodne w galerii BWA można się rozgrzać na wystawie Joanny Rajkowskiej –  patrz poniżej. Prace Rajkowskiej  są do obejrzenia w Olsztynie do 4 września.  Tytuł wystawy „Bibliotekarze w Ziemi Ognistej”.

Nie miałem dotąd okazji wspomnieć o wystawie „Trzy kobiety”, którą otwarto z początkiem wiosny w warszawskiej Zachęcie. To również był ogień. Pokazano dzieła trzech artystek, pionierek polskiej sztuki kobiet: Ewy Partum, Natalii Lach-Lachowicz i Marii Pinińskiej-Bereś. Te odważne wizjonerki były w latach 70. śmielsze od mężczyzn.

Sfotografowałem na tej wystawie pracę Natalii LL „Aksamitny  terror” z 1970 roku.

Praca Natalii LL świetnie oddaje modę tamtego czasu, te dziwne buty, których dziś pewnie nie włożyłaby żadna dziewczyna.

Wspominam wiosnę tego lata. Maj był piękny. Zaczęło się spektaklem w teatrze Stefana Jaracza  „Tango nuevo” z muzyką Astora Piazzolli, w reżyserii Giovanny Castelanosa. Piazolla wiadomo – klejnot Argentyny, zrewolucjonizował tango. Tancerki wystukiwały swoimi bucikami rytmy męskiego tańca malambo, a ja myślałem o męskim punkcie widzenia na kobietę, który objawia się w wierszu chijskiego poety Nicanora Parra . Wiersz zatytułowany jest „Kobiety” i rozpoczyna się wersem „Kobieta niemożliwa, /Kobieta wysoka na dwa metry…” a kończy  „Doprowadzą mnie do szaleństwa”. (Ten i inne wiersze Nicanora Parry, w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej, można przeczytać w „Literaturze na świecie”, nr 7-8 z  2000 roku, str. 199-200).

W czerwcu w olsztyńskiej galerii Rynek wystawiał swoje obrazy Jarosław Puczel. Jedną ze swoich prac zatytułował „Blow-Up” czyli „Powiększenie”. Pamiętacie film Michelangelo Antonioniego z 1966 roku o tym tytule?

Ten film jest ważny z naszego, warmińsko-mazurskiego powodu, bo grała w nim Veruschka Lehndorff, córka hrabiego Lehndorffa ostatniego pana na Sztynorcie, straconego za udział w sprzysiężeniu przeciwko Hitlerowi.

Płótno Puczela nawiązuje do kadru z „Powiększenia”. Antonioni zainspirował się nowelą rodaka Piazzoli  – Argentyńczyka  Julio Cortázara  „Babie lato” („Las babas del diabolo” –  w kraju pisarza babie lato zwie się diabelską śliną). Puczel zainspirował się filmem Antonioniego.

W czerwcu po raz kolejny pokazało się, że panie są górą, bo na VII Olsztyńskim Biennale Sztuki wzięły siedem na osiem nagród i wyróżnień (wyjątkiem potwierdzającym regułę był Robert Listwan, który otrzymał drugą nagrodę).

 

Panie nie zaprezentowały sztuki łatwych wzruszeń. Raczej była to surowość i minimalizm, jak w wypadku nagrodzonej Grand Prix pracy Anny Drońskiej z cyklu „Opuszczone-Odzyskane”, którą tu przedstawiam, czy wyróżnionej fotografii Mai Siecińskiej.

Maja Siecińska sfotografowała trójkąt ocynkowanej blachy, przypominający skrzydło nowoczesnego myśliwca, czy pojazd kosmiczny, oświetlony zimowym światłem.

Artystki więcej widzą? Czy przewidują globalne ochłodzenie? A może tylko szybki koniec lata?

 

 

14 Sie 2011

Brak dobrych wiadomości wprost rzuca się w oczy – napisano w jednej z brytyjskich gazet. Ale w powodzi złych wieści zawsze można znaleźć coś pocieszającego.

Niedawno uświadomiłem sobie, że to Giacometti patrzy na nas z franka. Zobaczyłem w internecie wachlarz szwajcarskich stówek. Było to na marginesie wiadomości z giełdy. Pomyślałem sobie, że to niespodziewana promocja twórczości słynnego, ale bardzo elitarnego artysty.

„Idący człowiek” na stówce

Alberto Giacometti patrzy na nas z  banknotu 100 frankowego. Na awersie jest portret Giacomettiego, a na rewersie wrzecionowata postać  „Idącego człowieka”. Artysta wykonał sześć wariantów tej rzeźby, a pierwszą wersję „Idącego” w ubiegłym roku na aukcji w Londynie anonimowy nabywca kupił za 65 milionów funtów.  Z tego co wiem jest to, jak dotąd, w dziejach rynku sztuki najdrożej sprzedana praca na aukcji. Tylko podziwiać  Szwajcarów, że wybrali trafnie tak bezcenne dzieło na 100 frankowy banknot.

Giacometti zmarł w 1966 roku. Wiadomo o nim, że bał się spać po ciemku, utykał na jedną nogę, odkąd prowadząca po pijanemu Amerykanka najechała na niego autem i zmiażdżyła mu stopę, nałogowo palił papierosy i od nich pewnie zmarł.

Jego dieta też nie była nadzwyczajna.  Jak wspomina Ernst Scheidegger, współpracownik słynnej paryskiej agencji fotograficznej Magnum, autor fotografii rzeźbiarza wykorzystanej na banknocie, Giacometti rano wypijał kawę, późnym popołudniem jadł to, co nazywał obiadem, a co składało się z jajka i pieczywa, do tego wypijał kieliszek wina, kilka filiżanek kawy i oczywiście wypalał papierosy.

Pracował  w swojej paryskiej pracowni do godziny  11 w nocy, potem szedł do kawiarni  „Le Dome”  by… czytać . Tam wypijał morze kawy. Potem szedł do lokalu obok, do słynnej „La Coupole”,  gdzie zamawiał prawdziwy obiad.

Potomek włoskich cukierników

Alberto Giacometti urodził się w 1901 roku w Borgonovo w Alpach Szwajcarskich. Na polskiej stówce, jakbyśmy dalej byli monarchią, jest  król , a Szwajcarzy mają dwudziestowiecznego rzeźbiarza- górala. To tak jakby z naszej stuzłotówki uśmiechał się Witkacy. Albo ktoś inny , kto wniósł wielki wkład w światową naukę i kulturę w XX wieku.

Rówieśnikiem Giacomettiego był  na przykład Alfred Tarski, który urodził się w 1901 roku w Warszawie. Tarski, zaprzyjaźniony z Witkacym, to jeden z największych logików w historii. Uważany jest za „człowieka, który zdefiniował prawdę”. To byłby dobry bohater na naszą stówkę.

Giacometti przyszedł na świat na terenie kantonu Gryzonia, w alpejskiej dolinie Bregalia, gdzie mówi się dialektem języka włoskiego. Mieszkańcy Bregalii są protestantami od 1529 roku. W czasach kontrreformacji i później udzielali schronienia przebywającym z Włoch protestantom. Przodkowie Giacomettich przybyli w tamte strony z Włoch środkowych. Od pokoleń zajmowali się hotelarstwem i cukiernictwem. Wędrowali zresztą po całej Europie. Pradziad rzeźbiarza zaprzęgiem ciągnionym przez woły miał dotrzeć nawet aż do Polski.

Bregalijczycy mieli sławę dobrych cukierników. Głównie pracowali w Wenecji. Prawdopodobnie również w Warszawie. Gdyby pradziad Giacomettiego zagrzał miejsca w Polsce, może Alberto patrzył na nas ze stówki , kto wie?

Pisząc ten tekst korzystałem z „ Kwartalnika Artystycznego Kujaw i Pomorza” nr 2-3/2003, poświęconego w całości Giacomettiemu. Polecam!

 

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.