25 Kwi 2014

to i owo

Ostatni tomik zmarłego w czwartek Tadeusza Różewicza „to i owo” ukazał się jesienią 2012 roku. O czym jest ta książka? Poeta pisze, że dolega mu starość. Jest ona takim stanem w którym myli się wtorek z piątkiem, a sobota przydarza się dwa razy w tygodniu. A przy porannym wstawaniu ktoś umarły zaplątuje się w myśli. 

1.

Poeta nie może umarłych powołać na powrót do życia, ale może w wierszu przywołać ich blaknące postaci, tak jak obraz ubranego w niebieski drelich sędziwego mężczyzny, którego spotkał kiedyś w Bułgarii. Współczuje starym ludziom, którzy chodzą z balkonikiem, ale też wścieka się na starców, którzy „trupim jadem nienawiści zarażają młode serca”. I nie opuszcza poety wisielczy humor, gdy  nawołuje „kupmy se koturny/ a potem… marsz marsz/do urny…”.

Dolega poecie świat współczesny w którym rządzą „sponsorzy szmiry i zdziry”, a uwaga mediów koncentruje się na kulinariach, na  „kuchni” we wszystkich odmianach, tak jakby poza nią nic nie istniało.

Kiedy bierze do ręki wspomnienia brytyjskiego marszałka Montgomery’ego spostrzega, że Polska wymieniana jest na 500-stronach tylko cztery razy i nie ma tam miejsca na polskich generałów i naczelnych wodzów z II wojny światowej, na bitwę o Monte Cassino i Powstanie Warszawskie. Pisze wiersz pod tytułem „Polska jako sojusznik”.

2.

Tadeusz Różewicz budzi się rankiem i pisze wiersz „jeszcze jeden dzień” w którym wspomina polskich zmarłych poetów. Może ma na myśli Leopolda Staffa, który też opisywał świt w  „Przebudzeniu”. A może Czesława Miłosza? Albo Adama Mickiewicza?  

Jak Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” „widział i opisywał” Litwę tak Pan Tadeusz opisuje zawód literata. Sporządza rejestr czynności w  swoim gospodarstwie pisarza. W inwentarzu jest epika, czyli powieść i opowieść. Jest liryka, czyli poezja. Myślenie i opisywanie to jest filozofia. Do uprawiania tego zawodu niezbędne jest „czucie” .

A czym w takim razie jest natchnienie? Jaka jest jego technologia? Poeta pisze: „czuję widzę myślę/ i muszę To opisać/ to jest natchnienie”.

Ale w rejestrze pisarza, poety i literata znajduje się również wściekłość. Bo kiedy przeczyta, przepisze, poprawi i znów przeczyta swój utwór –  milczy, potem ogarnia autora wściekłość i wtedy znów zabiera się za odczytywanie tego co napisał. I na tym polega jego zawód.

_

Tadeusz Różewicz ,”to i owo”, posłowie: Jan Stolarczyk „Dopowiadając to i owo”, Biuro Literackie, Wrocław 2012

 

08 Kwi 2014

Waluga

Ożył tramwaj, który sfotografował Jurek Waluga. Proszę przyjść do BWA Galerii  Sztuki  (planetarium) na wystawę „Ikony i ślady. Nasz Olsztyn” by przekonać się o tym samemu.

Należy stanąć przed tą wielkoformatową fotografią i wsłuchać się w odgłosy Olsztyna sprzed pół wieku. Bowiem jest to wystawa dźwiękowa. Ekspozycji towarzyszą odgłosy miasta nagrane przez reporterów olsztyńskiego Radia w centrum miasta w połowie lat 60. Słychać śmiejące się dzieci, stukot końskich kopyt, warkot motocykla, trąbienie samochodów oraz dzwonek i trzask zamykanych drzwi tramwaju właśnie.

Jak wspomina Jurek Waluga był pewien dzień kończącego się lata 1965 roku, gdy wyszedł on na miasto ze swoim enerdowskim aparatem.

Uwiecznił wagonik tramwaju pnący się ulicą Grunwaldzką, tuż po wyjeździe z mostu Jana. Tramwaj nr 1 jadący nad Jeziora Długie. Na fotografii z lewej strony, widoczna jest kamienica przy ul. Grunwaldzkiej, gdzie pod nr 3 mieści się obecnie znany antykwariat „Silva Rerum” Zbigniewa Galona.

Jerzy Waluga jest rodowitym warszawiakiem, z wykształcenia rybakiem, po Wydziale Rybackim Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie, wieloletnim pracownikiem olsztyńskiego Instytutu Rybactwa Śródlądowego. Autorem ponad 100 tysięcy fotografii naszego miasta, wśród których są zdjęcia  ostatnich tramwajów .

Uważni czytelnicy mojego bloga pamiętają, że zachwyciłem się tą fotografią, gdy pewnego dnia ujrzałem ją w oknie wystawowym winiarni na Starym Mieście. Po jakimś czasie poznałem Jurka. Przy gruzińskim  winie opowiedział mi historię zdjęcia.

Zachwycam się idealną kompozycją obrazu. Jeżeli poprowadzimy linie od rogów fotografii to na skrzyżowaniu przekątnych znajdą się pasażerowie tramwaju. Kompozycyjnie to „złoty strzał”.

Zdjęcie zapisuje modę lat 60. Dbałość o strój. Daje wgląd w czas miniony. Wystarczy w tę fotografię … wejść.

 

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.