20 Wrz 2009

Polecam najnowszy 28 numer „Portretu”, olsztyńskiego pisma społeczno-kulturalnego. Niech nas nie zwiedzie wiodące hasło tego wydania: hossa i bessa. Nie zajdziemy w „Portrecie” poradnika giełdowego. Te słowa-klucze z języka ekonomistów mają zastosowanie również do kultury: tam gdzie jest hossa, musi być bessa i na odwrót.

Sprawę tę ilustruje w swoim szkicu „Blogowanie to czytanie” Bernadetta Darska. Otóż Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej ogłosił bessę czyli spadek czytelnictwa. Ta tendencja utrzymuje się od lat. 60 procent ludzi obywa się bez książek. Czytają tylko elity lub pewne kręgi czytelników. Ewa Kraskowska autorka książki „Czytelnik jako kobieta” wyodrębniła je. Kraskowska uważa, że odbiorcami beletrystyki są: kobiety, młodzież, także miłośnicy literatury pewnego gatunku, np. fantasy oraz mężczyźni zajmujący się profesjonalnie literaturą.

Blogi o książce

Z kolei Darska wskazuje, że owa bessa sprowokowała hossę: wysyp blogów poświęconych książce. Zauważa też stopniową ich profesjonalizację. Blogi literackie wkraczają bezceremonialnie w świat zarezerwowany dotąd dla zawodowej krytyki literackiej oraz marketingu książki.

Jednym z takich blogów jest „Z lektur prowincjonalnej nauczycielki” 
(http://prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com/). Autorka blogu w 2008 roku przeczytała 426 książek (!). Recenzje zamieszczane na blogach dotyczą nie tylko książek, które czytamy po polsku. Na blogu „Miasto Książek” polecana jest literatura anglojęzyczna. Z kolei blog „Przeczytałam książkę” ( http://przeczytalamksiazke.blogspot.com/) prezentuje literaturę niemiecką.

Krzepiąca jest refleksja Bernadetty, że na blogach literackich „mamy do czynienia ze wspólnotą ludzi czytających, którzy nie tylko wierzą w moc książki, ale też wierzą temu co napisali [na blogach – MB] inni”.

Atropologiczny
 króliczek

Odkąd nauczyłem się czytać, wierzę w moc książki. Choć równie bliska jest mi tradycja opowiadania sobie historii w kręgu rodzinnym, przyjacielskim, czy po prostu wśród po raz pierwszy napotkanych ludzi. Oko w oko. Twarzą w twarz.

Jestem  pewien, że godziny spędzone na wysłuchiwaniu babć, dziadków, rodziców, wujów i cioć, o tym jak żyło się kiedyś, sprawiły, że tak lubię podróżować i słuchać ludzi, jak opowiadają świat i swoje życie. W historii i w literaturze szukam anegdoty.

Wojciech-Wiszniewski_Polskie-Wydawnictwo-Audiowizualne,images_big,31,5908259554075[1]

Dlatego poszedłem do Auli Dietrichów w Centrum Humanistycznym UWM w Olsztynie by dowiedzieć się co czytają i co myślą najwybitniejsi historycy polscy. Otóż czytają antropologów. I oglądają dokumenty Wojciecha Wiszniewskiego. Bowiem wreszcie uznali, że najważniejszy jest człowiek, że nie tylko tylko należy badać to, co dzieje się na ulicach czy w gabinetach polityków, ale to co myślą ludzie i co pamiętają. A wszystkie pamięci trzeba uszanować.

geertz

W trakcie obrad powoływano się na eseje „Interpretacja kultur”, których autorem jest najsłynniejszy amerykański antropolog kultury Clifford Geertz. Natychmiast kupiłem sobie ten tom w uniwersyteckiej księgarni (52 zł). W nowym wstępie, napisanym po 25 latach od pierwszego wydania, Geertz tak tłumaczy się z ponownego opublikowania swoich szkiców: „Być może (…) niektóre ze spłoszonych przeze mnie antropologicznych króliczków okazały się warte tego, by je gonić — ja w każdym razie nie ustaję w pogoni.”

Podróż 
do obrazów

To nie koniec moich zakupów książek w tym tygodniu (najnowszy „Portret” dostałem w prezencie). Na regionalnych targach książki, które zorganizowała w Olsztynie Wojewódzka Biblioteka Publiczna, kupiłem sobie  świetny katalog wystawy „Władysław Hasior i konteksty” (25 zł). Równie świetna wystawa powstała  na przełomie lat 2004-2005 staraniem galerii BWA w Olsztynie i Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu.

borussia

Drugim moim zakupem (1 zł) był archiwalny numer Borussii 24/25 z 2001 roku, poświęcony podróżowaniu. Jest w nim wiele  interesujących tekstów, na przykład „Rozważania o magii miejsca i mitologizacji krajobrazu w Prusach Wschodnich” Roberta Traby a i moja „Podróż do obrazów”.

Kupujmy książki, czytajmy, podróżujmy.

9 komentarzy »

  1. Bessa? Ciekawe więc, kto wykupił cały nakład „Chamowa” Białoszewskiego w mig. Dam sobie rękę uciąć – ludzie czytają. Hm, a może wstydzą się do tego przyznać? Oby:)

    Komentarz by Ada — 20 września 2009 @ 20:34

  2. A ja sądzę, że jest na odwrót: ludzie nie czytają, ale wstydzą się do tego przyznać. Książki kupują, bo ładnie wyglądają. A jeśli jakiś nakład znika, to raczej z tego powodu, że był niski. Niechby ktoś dziś spróbował coś wydać w nakładzie z lat 80. Plajta murowana 🙂
    No więc ja… Hmmm, przeczytałem już wszystko i mi się nie chcę 🙂

    Komentarz by Horacy67 — 20 września 2009 @ 21:12

  3. Panie Marku a co z ksiazka „Spadek. Zapiski mazurskie 2007-2008” Erwina Kruka? Ja jeszcze nie kupilem ale zapewne uczynie to niebawem 🙂
    Pozdrawiam,

    Komentarz by P. — 22 września 2009 @ 14:55

  4. A więc to się czyta w Olsztynie. :-))
    Często sobie przypominam twoje pytanie, Marku – co się czyta …. (gdziekolwiek wtedy przebywam)? Jest to rodzaj dyscypliny, bo przecież muszę odpowiedzieć na twoje pytanie, za każdym razem, gdy sie widujemy.

    Komentarz by Arkady — 20 listopada 2009 @ 14:30

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.