Bruno Schulz jest jednym z gigantów naszej kultury. Artyści współcześni wciąż na nowo konfrontują się z Schulzem. Z niecierpliwością czekam na premierę w teatrze Jaracza w Olsztynie. Julia Wernio przygotowuje adaptację „Sanatorium pod klepsydrą” .

1938 rok. Truskawiec, do którego często przyjeżdżał Schulz. Może to on tam stoi, przypadkowo sfotografowany? Pocztówkę kupiłem w olsztyńskim antykwariacie pana Wojciecha Suświłły, 30 sierpnia 1993 roku.
Im dalej od tego czarnego czwartku, 19 listopada 1942 roku, kiedy Schulz został zabity przez gestapowca strzałem w głowę, tym bardziej nabiera znaczenia jego twórczość. Myśląc o Schulzu natychmiast widzę Witkacego. Przyjaźnili się. Ocalał tylko jeden list z ich korespondencji.
Schulz w liście z 1934 roku, do wówczas sławniejszego kolegi, wskazuje na podobieństwa w ich „fantazji”, „formie” czy „minie pisarskiej” „ w kierunku persyflażu, bufonady, autoironii”. Mnie uderza ich podobieństwo w dwutorowości talentu. Można powiedzieć, że świetnie grali na wielu fortepianach: świetnie pisali, rysowali i malowali.
Polot! The Polish Attribute

Artykuł Tarskiego „O ugruntowaniu naukowej semantyki” z uwagami Witkacego. Z:”Stanisław Witkiewicz Marginalia filozoficzne”, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, 2004
![9788360501948[1] 9788360501948[1]](http://baranski.wm.pl/wp-content/uploads/2009/10/97883605019481-197x300.jpg)
Niedawno ukazało się polskie tłumaczenie amerykańskiej biografii Alfreda Tarskiego, wywodzącego się z Polski, być może największego logika w historii. Jeden z rozdziałów książki „Alfred Tarski. Zycie i logika” autorzy Anita Burdman Feferman i Solomon Feferman zatytułowali :”Polot! The Polish Attribute”, zwaracając uwagę na renesansową wielość talentów i zainteresowań przedwojennych artystów i uczonych. Na przykład taki Leon Chwistek był równie dobrym filozofem, co malarzem.
![cache[1] cache[1]](http://baranski.wm.pl/wp-content/uploads/2009/10/cache1.jpg)
Im jestem starszy tym coraz bardziej podobają mi się obrazy Rafała Malczewskiego, syna wielkiego Jacka. Ale od niedawna zachwycam się wspomnieniami „Pępek świata”, w których Rafał Malczewski, z takim talentem, opisał przedwojenne Zakopane i związanych z nim artystów. Jest tam zapis ostatniego spotkania z Witkacym, tydzień przed wybuchem wojny. Malczewski widział go na szosie Morskie Oko- Zakopane, czekającego na autobus. Witkacy powiedział wtedy: ”Wiesz – wojna to koniec naszemu pokoleniu – żadnych złudzeń”.
Przemawia do mnie dramatyczne pytanie, które postawił kiedyś reżyser Krzysztof Warlikowski w odniesieniu do Polski międzywojennej: Co by było, gdyby tego świata nie zniszczyła wojna, gdyby nasz naród miał szansę organicznie się rozwijać? Kim byśmy byli? Kim byłaby moja widownia? – pyta Warlikowski.
Niedawno rozmawiałem o tym z pewną historyczką sztuki w Kortowie. Zadałem jej pytanie Warlikowskiego.— Byłoby pewnie nie tak jak myślimy, ale na pewno inaczej— odpowiedziała. Jaka byłaby Polska z Witkacym i Schulzem?
Drohobycz — ziemia księżycowa
Z ćwierć wieku temu odwiedziłem Kazimierz nad Wisłą. I tam przypadkowo poznałem kulturalnego pana, który uczęszczał w latach 30. do Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Schulz uczył go rysunku. Mój rozmówca pamiętał swojego nauczyciela. I lekcje z nim. Oczywiście rozhukani gimnazjaliści nie mieli pojęcia, że mają do czynienia z wielkim artystą. I zwyczajnie byli niesforni a ich nauczyciel miał problem z utrzymaniem dyscypliny. Kiedy nie mógł sobie dać rady, zwyczajnie wybuchał gniewem i wybiegał z klasy. Albo brał się na sposób: opowiadał uczniom bajki. Oni to bardzo lubili.
Łatwo mi sobie wyobrazić wrażliwego Schulza na przeciw małych urwisów, skorych tylko do żartu. Mam w rodzinie wielu nauczycieli a mój dziadek uczył przed wojną między innymi rysunku.
Andrzej Chciuk, jeden z drohobyckich uczniów Schulza, zostawił o nim obszerne wspomnienie w książce „Ziemia księżycowa”. Ale pisze tam również o zabytkach rodzinnego miasta Schulza, Drohobycza. Chciuk w tej książce pisze, że Jan Mężyk, wót drohobycki, w 1425 roku, jako bezdzietny, zapisał swe miasto Koronie. Stąd od tego czasu Drohobycz był wolnym miastem królewskim. Jan Mężyk zasłużył się jako przyjaciel i doradca króla Władysława Jagiełły a także towarzysz jego wypraw wojennych i polowań.
Mężyk nad bocznymi drzwiami drohobyckiej fary wmurował dwa miecze na pamiątkę dwóch mieczy przesłanych Jagielle przez Wielkiego Mistrza Zakonu. Jest to więc pierwszy w Polsce pomnik grunwaldzki.











Panie Marku, pisze pan o ich dwóch… a gdzie ten trzeci? Gombrowicz? Uważano ich przecież za trzech muszkieterów. Zacytuję więc seniora Witoldo:
Witkiewicz: umyślne afirmowanie szaleństw „czystej formy” przez zemstę, a też żeby się wypełniły tragiczne przeznaczenia, wariat zrozpaczony. Schulz: zatracenie się w formie, wariat utopiony. Ja: żądza przebicia się poprzez formę do „ja” mojego i do rzeczywistości, wariat zbuntowany.
No tak, do trzech razy sztuka. A ja dodam: do trzech razy talent! I to w każdym z osobna (mimo iż Gombrowicz wydaje się tu najmniej „wielostronnie utalentowany”).
Pani Ado,
polecam książkę „Gombrowicz w Europie.1963-1969″. Są tam wspomnienia i listy, które zebrała Rity Gombrowicz, także dotyczące Schulza z którym — wychodzi na to — pan Witold trochę rywalizował. W tomie jest wypowiedź niemieckiego kardiologa Otto Martensa. Leczył on pana Witolda w prywatnej klinice w Berlinie, na przełomie 1963 i 1964 roku. Lekarz nie znał jeszcze wtedy twórczości Gombrowicza, natomiast właśnie odkrył „Sklepy cynamonowe” Schulza. Do tego stopnia był nimi zachwycony, że zamówił u młodego artysty ilustracje do rozdziału „Manekiny”. I panu Witoldowi bardzo się one nie spodobały, ale najbardziej to, że lekarz nie zna jeszcze twórczości Gombrowicza. Taki to oto drobiazg
Marek Barański
Komentarz by Ada — 6 października 2009 @ 13:20
oj, zapachniało cynamonem….
Komentarz by Dyl S. — 6 października 2009 @ 16:00
Panie Marku, wyszła zdaje się fantastyczna książka: „Witkacego portret wielokrotny” Janusza Deglera. Aż mam chęć!
Komentarz by Ada — 6 października 2009 @ 19:03
Panie Marku, wyszła zdaje się fantastyczna książka: „Witkacego portret wielokrotny” Janusza Deglera. Aż mam chęć!
http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,6,1,23135.php
Komentarz by Ada — 6 października 2009 @ 19:03
jaki przystojny byl Jan Nowicki w filmowej wersji „Sanatorium pod klepsydrą” – tak mowia moje kolezanki….
Komentarz by Dyl S. — 6 października 2009 @ 22:28