18 Gru 2009

Karuzela na Starym Mieście to więcej Europy w Olsztynie. Przed wojną mówiło się w Polsce karuzel. Jak trochę pogrzebać w słownikach, to wyjdzie, że ta rozrywka, która kojarzy się nam z wesołym miasteczkiem wywodzi się wprost z rycerskiego średniowiecza. Bo karuzelem  nazywano też dawne turnieje rycerskie.

KaruzelKaruzel

Karuzel

Karuzela w Paryżu, styczeń 2005

Przedwojenny słownik wyrazów obcych Arcta podaje dwa znaczenia słowa karuzel: „Karuzel — dawne konne igrzyska rycerskie” i drugie:  „Karuzel: urządzenie do zabawy, składające się z koła, obracającego się na pionowej osi, z siedzeniami lub drewnianymi końmi na obwodzie”. Nieoceniony Władysław Kopaliński wyjaśnia w swoim „Słowniku mitów i tradycji kultury” z 1991 roku, że karuzel to już słowo przestarzałe, używane zamiast słowa karuzela, wywodzącego się z francuskiego carrousel , czyli karuzel, co znaczy turniej i popisy. I wcześniej tłumaczy, że karuzelem nazywano publiczne zabawy rycerskie, popisy sztuki jeździeckiej i posługiwania się bronią, które w XVII wieku na dworach Europy miały wskrzesić tradycję turniejów średniowiecznych. W Polsce — jak podaje Kopaliński — taki karuzel, czyli popis rycerski urządzono po raz pierwszy w 1788 roku, w 105 rocznicę wiktorii wiedeńskiej.

Słownik wyrazów obcych wydawnictwa „Europa” z 2001 roku już wyraźnie rozdziela: karuzel — rycerskie zawody konne i karuzela — urządzenie popularne w wesołych miasteczkach. Daje też inną typologię karuzelowych zwierząt. „Głównie słoniki, konie, łabędzie”.

Żeby wrócić do związków karuzeli z rycerską Europą, zacząłem szukać czegoś o turniejach. W „Panoramie średniowiecza” Roberta Bartletta przeczytałem, że turnieje rycerskie stanowiły kombinację „sportu, szkolenia wojskowego, rozrywki i zarobkowania”. Zainteresował mnie ten trzeci wątekt: rozrywka. Bartlett pisze, że turniej był widowiskiem cieszącym się dużym zainteresowaniem dworu a „zwłaszcza dam”. Piękna jest ta zbitka: gdzie turniej, tam rozrywka, gdzie rozrywka tam dwór, gdzie dwór, tam damy, które lubią widowisko. Do II wojny światowej młodzi kawalerzyści popisywali się przed damami na zawodach wojskowych.

Nie mam chwilowo pod ręką leksykonu karuzel ani ich katalogu. Gdzieś  zaginęła mi książka „Homo ludens” Johana Huizingi. Jestem pewien, że Umberto Eco powiedziałby w sprawie karuzel niejedno. Moje przypuszczenie jest takie, że poczciwy karuzel, tfu: karuzela to ślad, powidok kultury rycerskiej w naszych czasach. Tak jak tańce ludowe są — przepraszam folklorystów — parodią tańców dworskich.

Karuzel to mechaniczna zabawka, mechaniczny koń, na którym można się zakręcić. I udawać rycerza przed damą.

 Kiedy zniesiono pańszczyznę i wolni ludzie mogli pojechać do miasta, ze  zdumieniem zobaczyli coś w rodzaju kieratu, na którym w rytm skocznej muzyki kręcili się kawalerowie i panny, a nawet damy. Bo gdzie rozrywka tam one. Ale czy wtedy pamiętali o średniowiecznych rycerzach? Wątpliwe że tak było. 
O międzywojniu już pisałem. Czymś w rodzaju karuzeli rycerskiej były pokazy kawaleryjskie, a plebejska karuzela stała się atrakcją letnich festynów. Na przykład na warszawskich Bielanach. Towarzyszyła też wędrownym cyrkom.

Karuzela jest bohaterką jednego z najbardziej wstrząsających wierszy Czesława Miłosza o okupacji niemieckiej w Warszawie. Wiersz pod tytułem „Campo di Fiori” powstał w 1943 roku. Taką nazwę nosi plac w Rzymie, na którym inkwizycja spaliła na stosie Giordana Bruna. Wiersz opowiada o karuzeli ustawionej pod murami getta, w którym wybuchło powstanie. „Przy dźwiękach skocznej muzyki,/ Salwy za murem getta” — pisał poeta.

Na ciekawej wystawie „Cudowne lata. Muzyka. Poezja. Malarstwo. Lata 70,80.”, którą do połowy grudnia mogliśmy oglądać w Galerii Sztuki Współczesnej BWA, wśród wielu eksponatów znajdowały się fotografie z epoki. Zwróciłem uwagę zdjęcie z 1970 roku, przedstawiające karuzelę na  festynie ludowym w Łącku. Centralne miejsce na fotografii zajmuje rozbawiona młodzież damsko-męska kręcąca się — jak mówią po śląsku — na kecioku, czyli karuzeli łańcuchowej.

Lubię Andrzeja Wajdy ”Wszystko na sprzedaż” z 1969 roku. Kto nie widział — polecam. Jak to u Wajdy ujęcia są pięknie wystylizowane na obrazy.I teraz uwaga — będzie wątek lokalny. Jest w tym filmie taka scena, gdy rozbawiona grupa młodzieży z warszawskich salonów, po prywatce, dociera do stojącego, gdzieś nad Wisłą kecioka. Zasiadają w krzesełkach. Są zachwyceni kiedy Elżbieta Czyżewska, grająca w tym filmie żonę aktora będącego takim alter ego Zbyszka Cybulskiego, uruchamia karuzelę. Na początku jest wesoło, potem gorzej. Jak to po alkoholu. A Elżbieta, która jest na bakier z tym towarzystwem, nie chce zatrzymać karuzeli. Rzucają więc w nią butami. W scenopisie koniec tej sceny tak wygląda: ”Twarze trupio  blade wirują. (…) Pospali się niektórzy, a może nawet zemdleni wiszą. Kręcić się nie przestają”. I kręcą się, jak postaci na obrazie Jacka Malczewskiego „Błędne koło”.

A wątek lokalny? Elżbieta Czyżewska, gdy mieszkała w Polsce, przyjeżdżała na Mazury. Bo później wyszła za mąż za Davida Halberstama, korespondenta „New York Timesa” w Warszawie, i wyjechała do Ameryki. Gdy aktorka była na wakacjach w Krzyżach Agnieszka Osiecka sfotografowała ją opalającą się nago. Kto chce zobaczyć gołą pupę Elźbiety Czyżewskiej, musi sięgnąć do książki Agnieszki Osieckiej  pod tytułem „Na początku był negatyw”.

5 komentarzy »

  1. Nie zapominajmy o The Hollies:
    http://www.youtube.com/watch?v=nHCcA1pG35I

    Komentarz by Horacy67 — 18 grudnia 2009 @ 15:32

  2. Ja karuzelem się przejadę, bo nic tak nie rozwiewa włosów jak wiatr zabawy:) I co z tego, że jest zima, niech mnie zmrożą emocje! Ole!

    Komentarz by Ada — 18 grudnia 2009 @ 22:45

  3. Mnie też karuzel kręci!

    Komentarz by marek — 19 grudnia 2009 @ 1:27

  4. a mnie kreci keciok!

    Komentarz by Dyl S. — 21 grudnia 2009 @ 22:41

  5. Dzięki! W końcu wiem, skąd Pont du Carrousel i Place du Carrousel w Paryżu – most i plac Karuzeli (Karuzela?). Nie widziałem tam żadnej karuzeli…

    Komentarz by Marek Turkowski — 22 grudnia 2009 @ 21:12

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.