26 Gru 2009

W tym roku Mikołaj wykosztował się , bo przyniósł mi książkę Umberto Eco „Szaleństwo katalogowania”. Za całe 120 złotych. W księgarni już ją kilka razy przeglądałem, szukając ciekawych ilustracji. Po pobieżnej lekturze wiem, że jest nie tylko do oglądania, a nawet bardziej do czytania, studiowania.

szalenstwo-katalogowania

Eco napisał książkę  z pomysłem.  Zestawił różnego rodzaju listy, które od wieków funkcjonują w kulturze europejskiej a jego współpracownicy wyszukali odpowiednie  reprodukcje obrazów. Podaje w niej spis jadowitych zwierząt i diabłów, ale także aniołów. Litanie do świętych i spis szlachetnych kamieni. Przytacza teksty począwszy od Greków skończywszy na Italo Calvino. Książkę zacząłem dopiero czytać. Już cieszę się, że znalazłem w niej nazwisko Zbigniewa Rybczyńskiego, autora oscarowego, animowanego „Tanga” i zdjęcie widoku z lotu ptaka na Los Angeles nocą.

Książka z pomysłem to również taka , która prowokuje czytelnika do samodzielnych poszukiwań, ba nawet do napisania podobnej, przynajmniej w wyobraźni. Sam Eco we wstępie przyznaje, że gdyby przytoczył wszystkie spisy i listy, które napotkał pisząc „Szaleństwo katalogowania”, to musiałoby ono liczyć tysiąc stron. A ma tylko ponad czterysta.

Zacząłem zastanawiać się jakie spisy chciałbym sporządzić i z jakimi katalogami miałem do czynienia. Przyszło mi do głowy, że wiele przedmiotów zgubiłem i chętnie zajrzałbym – po to tylko by sobie przypomnieć – do katalogu zgubionych przez siebie rzeczy. Byłoby wśród nich wiele parasolek  i rękawiczek. Katalog moich zdjęć  jest w dużej części gotowy, przynajmniej pierwsze  jego tomy. Mój tato fotografował naszą rodzinę, a zdjęcia wklejał do albumów. Pierwsze czarno-białe fotografie, które zrobiłem samodzielnie, też wklejałem do albumu w porządku  chronologicznym.  

Gdybym układał swoje „Szaleństwo katalogowania”, to oprócz wykazu rzeczy zgubionych, dodałbym do niego  jeszcze spis prezentów jakie dostawałem oraz rzeczy, które sprezentowałem. Jeśli chodzi o antologię tekstów znalazłby się tam Edward Stachura z „Kropką nad ypsylonem” i  Saulis Tomas Kondrotas z „Kolekcjonerem”.

Po raz pierwszy w życiu poemat  Stachury „Kropka nad ypsylonem”  usłyszałem w pracowni Wiesia Wachowskiego na Kołobrzeskiej. ”Kropkę” recytował w obecności Stachury, zaprzyjaźniony z nim jeszcze z Torunia, Bohdan Dzitko. W antologii musiałby znaleźć się ów słynny dwustronicowy wykaz epitetów, tak misternie ułożonych przez Steda, można powiedzieć, że wręcz zaplecionych,  jeden za drugi.

„Kolekcjonerem” litewskiego pisarza  Kondrotasa  zachwyciłem się na początku lat 80. To było opowiadanie z pomysłem. Mężczyzna znajduje w gazecie ogłoszenie: ”Sprzedam kolekcję. Zachody słońca. Adres… do godziny 19”. Zgłasza się tam. Przyjmuje go syn zmarłego kolekcjonera. Pokazuje mu pokój zawalony stosami pudełek oraz słoikami oklejonymi  czarnym papierem. Po przywiezieniu kolekcji do domu nasz bohater otwiera  jeden ze słoików i wtedy: ”Pokój wypełniło srebrzyste światło. Wszystkie przedmioty rozpłynęły się. Widziałem tylko skrawek nieba i zachodzące słońce”. Bohater zapoznawał się z zawartością pozostałych pudełek przez miesiąc. Później oglądał po dziesięć zachodów dziennie, potem tylko po trzy. Zaczął powiększać swój zbiór popadając w kolekcjonerskie szaleństwo.

Postanowiłem poznać autora tego niezwykłego opowiadania. Dzięki  naszemu lituaniście, profesorowi Mieczysławowi  Jackiewiczowi, zdobyłem adres Kondrotasa. Mieszkał w Wilnie. Pisałem do niego po polsku, on do mnie po rosyjsku. Profesor przetłumaczył nowe opowiadanie Saulisa – o wszechogarniającej mgle – i umieściłem je w dwutygodniku „Warmia i Mazury”, w którym wtedy pracowałem. Pewnego dnia przestały od Kondrotasa  przychodzić listy. Ktoś mi powiedział, że – jak to się wtedy mówiło – wybrał wolność. Ale nie wrócił na Litwę, kiedy odzyskała niepodległość. Straciłem z nim kontakt. Podobno pisze pod pseudonimem po angielsku.  Może odnajdzie się teraz dzięki Internetowi?

3 komentarze »

  1. Nie wiem, czy kupie te ksiazke. Na pewno ladnie by wygladala na polce, ale czy bede mial dosc samozaparcia aby ja przeczytac? Przez „Historie piekna” nie przebrnalem, „Wahadlo Foucoulta” zarzucilem /podobnie jak „Pejzaz semantyczny”/ po kilkiunastu stronach. Za to „Imie rozy” przeczytalem w tempie biegacza krotkodystansowego. Czyli dla mnie to chyba kryminaly….

    Komentarz by Dyl S. — 2 stycznia 2010 @ 16:03

  2. Drogi Dylu, nie postponując kryminałów „Imię róży” jest wg. mnie nie tylko kryminałem, ale świetną książką o średniowieczu.Ja „Historię piękna” lubię oglądać.

    Komentarz by marek — 3 stycznia 2010 @ 1:52

  3. Hi i am kavin, its my first occasion to commenting anywhere, when i
    read this article i thought i could also create comment due to this good post.

    Komentarz by pisanie tekstow seo — 12 czerwca 2013 @ 5:31

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.