08 Lut 2011

Dlaczego nie mamy polskiego Woody’ego Allena? A dlaczego nie mamy polskiego F-16? Kinematograf i aeroplan to zagadnienia skomplikowane myślowo.  Najbardziej zaawansowana technologia i najbardziej błyskotliwa inteligencja.

Młodzi krytycy i młode krytyczki ogłosili właśnie manifest, który nazwali Restart. Chcą naprawić polskie kino. Jakie ono jest, każdy widzi. Doszło do tego, że warszawscy intelektualiści nawołują się na Facebooku by obśmiewać najnowszą produkcję pod tytułem „Jak pozbyć się cellulitu”.  Spotkałem się nawet z poglądem, że oglądanie polskich komedii to zwykłe upodlenie. Ja nie przeprowadzam na sobie takiego doświadczenia, wypożyczyłem „Co nas kręci, co nas podnieca” Woody Allena. Po obejrzeniu tego filmu jestem w życzliwym nastroju i nie mam zamiaru go zmieniać.


Pytać dlaczego nie mamy Woody’ego Allena, to tak jakby pytać dlaczego nie mamy polskiego samolotu naddźwiękowego. 
Byliśmy bardzo blisko zbudowania takiego aparatu w 1964 roku. Zaprojektowano wtedy następcę „Iskry”— był to naddźwiękowy „Grot”. Konstruktor tej super-maszyny, Tadeusz Sołtyk, wspominając po latach tamte czasy wyraził się obrazowo, że w owym 1964 roku szliśmy „łeb w łeb” z Zachodem. Było i się zmyło. Nie rozwijam tego wątku, bo piszę o filmie.

W kinie też bywało, że szliśmy „łeb w łeb” z Zachodem. Dowodem na to choćby nominacje do Oscarów. W 1963 roku po raz pierwszy nasz film zgłoszony do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego otrzymał nominację. Był to „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego. W 1966 roku — „Faraon” Kawalerowicza. Przed 1989 rokiem nominowano siedem polskich filmów. Oprócz wymienionych wcześniej jeszcze: „Potop” Hoffmana, „Noce i dnie” Antczaka oraz trzy filmy Wajdy: „Ziemię obiecaną”, „Panny z Wilka” i „Człowieka z żelaza”. Po 1989 roku  tylko jeden —„Katyń” Wajdy.

Wracam do manifestu. Młodzi chcą nowego otwarcia. Ciekawe, że powołują się na Jean–Luc Godarda jako patrona ideowego. Niedawno w tym miejscu wspominałem jego sztandarowe dzieło „Do utraty tchu”. Godard miał przyjechać w ubiegłym roku do Wrocławia na festiwal „Era Nowe Horyzony”, ale nie dotarł. Restartowcy wśród swoich patronów wymieniają także takich twórców polskiego kina jak: Andrzej Żuławski, Jerzy Skolimowski, Andrzej  Barański, Grzegorz Królikiewicz i Lech Majewski. Wszyscy oni byli swojego czasu — kiedy ten ruch był bardzo prężny — pupilami Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Nie można więc tu mówić o jakiejś masówce, tylko o kinie elitarnym.

Ciekawym przykładem jest Lech Majewski. Jego „Angelus” o okultystycznych artystach-malarzach — film mniej znany na naszej Północy — cieszy się prawdziwym kultem na Śląsku
. Pisałem nie tak dawno w tym miejscu o jednym z bohaterów i aktorów tego filmu— Erwinie Sówce.

Wśród restartowców jest Weronika Szczawińska, która w  Teatrze Stefana Jaracza w Olsztynie wyreżyserowała „Noże w kurach” i „Jackie. Śmierć i księżniczka”.

Życzę powodzenia uczestnikom ruchu odnowy polskiego filmu, choć zdaję sobie sprawę, że łatwiej napisać manifest, niż nakręcić dobry film i zdobyć dystrybutora, który to dzieło wyświetli.

Łeb łbem, ale potrzeby jest jeszcze kapitał.

2 komentarze »

  1. nawet ostatnio byłam na polskeij komedii. Nie śmiałam się, nie płakałam, nie myślałam, wypiłam kawę i poszłam na Czarnego łabędzia. Nie było śmiesznie, ale kawy nie wypiłam 🙂

    Komentarz by Bozena — 9 lutego 2011 @ 12:37

  2. staram sie sledzic dokonania polskiego filmu i wypozyczam na dvd polskie produkcje – zwykle zaluje swojego wyboru /ostatnio skatowal mnie „Nieruchomy poruszyciel”/, czasem tez znajomi wyciagna mnie do kina na tzw polska komedie romantyczna… /bez komentarza/. Ale z niecierpliwoscia czekam juz na „Straz nocna” Majewskiego /Angelusa oczywiscie widzialem i wysoko oceniam/

    Komentarz by Dyl S. — 10 lutego 2011 @ 11:16

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.