29 Mar 2011

Wychodząc z koncertu Gwendolyn Bradley  miałem w uszach takty Andrew Llyoda Webbera z „Upiora w Operze” z werwą zagrane przez orkiestrę Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii. Muzycy wypadli dobrze. Artystka też.

A nowa siedziba? Kawałek dobrej architektury. Skrojonej  skromnie, ale porządnie. Prawda, nie stoi przy przy głównej ulicy, powiedzmy wprost ­­­- raczej na uboczu, ale łatwo ją znaleźć.

Oglądałem budynek z zewnątrz, kiedy jeszcze nie był  całkiem gotowy, i już mi się podobał. Za dnia, w słońcu, w szklanej tafli fasady odbija się –arcyolsztyński to widok –  kościół Serca Jezusowego, którego wieża – jak już kiedyś pisałem – naśladuje kaplicę nieistniejącego zamku w Królewcu. W naszej filharmonii widać więc coś, co oglądał  Kant.

A jakie jest wnętrze? Klatka schodowa,  jak w galerii sztuki nowoczesnej. Można by tu urządzić wystawę twórczości kogoś co najmniej tak sławnego, jak Picasso.

Ale pytanie najważniejsze: jaka  jest sala koncertowa? Zacznę od kolorystyki: jest  ładna – pasiaste ściany wyglądające  jak grzbiet zebry i jasna podłoga nadają wnętrzu wrażenie czegoś domowego, przytulnego. A akustyka?

Słuchałem w niedzielę Gwendolyn Bradley na koncercie specjalnym.  Siedziałem w trzecim rzędzie, na miejscu trzecim. Niedaleko wielkiego głośnika – artystka  śpiewała do mikrofonu –  i chwilami niskie tony były jak na moje ucho zbyt ostre. Akustycy muszą więc jeszcze dokończyć swoją pracę.

Tej niedzieli było chłodno, trzeci rząd jest niedaleko wejścia na parter, miałem wrażenie jakbym siedział w przeciągu. Ciągnęło od drzwi wejściowych? Nie wiem. Drzwi hałasują. Oczywiście to wszystko drobiazgi, ale psują wrażenie.

Już po koncercie, podeszła do mnie znajoma i prosiła by koniecznie napisać, że urządzający wnętrze sali koncertowej  nie pomyśleli o słabowidzących. Schody w sali koncertowej zlewają się z tłem. Trzeba bardzo uważać by się nie potknąć. Może potrzebne są ciemne listwy na krawędziach?  Z mojego miejsca widziałem solistkę i dyrygenta Janusza Powolnego, pierwsze skrzypce też. I trąbki.  Ale perkusista był juz niewidoczny, a miał przecież tego dnia trochę do roboty.

Zacząłem o architekturze i na niej skończę. W ubiegłym tygodniu dotarła do Olsztyna wiadomość, że w Warszawie 18 marca zmarła w wieku 96  lat architekt Janina Stańkowska, osoba wielce zasłużona dla urbanistyki naszego regionu. Jak napisano w nekrologu pani Stańkowska była autorką projektów urbanistycznych i architektonicznych oraz wielu realizacji, między innymi: planów ogólnych i szczegółowych miast Warmii i Mazur. Pracowała u nas w pierwszym powojennym dwudziestoleciu i potem wróciła do stolicy.

Na stronie olsztyńskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich można znaleźć interesujące wspomnienia pani Janiny Stańkowskiej, o tym jak 23 marca 1945 roku przyleciała z mężem ze zburzonej Warszawy do Olsztyna dwoma „kukuruźnikami”.

Nad Starym Miastem w Olsztynie snuły się jeszcze dymy pożarów kiedy ta przedwojenna absolwentka Politechniki Warszawskiej rozpoczynała w naszym mieście pracę architekta i urbanisty.

1 komentarz »

  1. czy ta nowa filharmonia zostala zbudowana z pomoca UE? Mysle, ze tak – ile powstalo obiektow kultury w ciagu ostatniego 10-lecia, pisal Pan niedawno o pieknym centrum sztuki wspolczesnej w Toruniu!!! Dobrze, ze jestemy w Unii. Wiosennie pozdrawiam! :o)

    Komentarz by Dyl S. — 3 kwietnia 2011 @ 9:53

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.