08 Kwi 2014

Waluga

Ożył tramwaj, który sfotografował Jurek Waluga. Proszę przyjść do BWA Galerii  Sztuki  (planetarium) na wystawę „Ikony i ślady. Nasz Olsztyn” by przekonać się o tym samemu.

Należy stanąć przed tą wielkoformatową fotografią i wsłuchać się w odgłosy Olsztyna sprzed pół wieku. Bowiem jest to wystawa dźwiękowa. Ekspozycji towarzyszą odgłosy miasta nagrane przez reporterów olsztyńskiego Radia w centrum miasta w połowie lat 60. Słychać śmiejące się dzieci, stukot końskich kopyt, warkot motocykla, trąbienie samochodów oraz dzwonek i trzask zamykanych drzwi tramwaju właśnie.

Jak wspomina Jurek Waluga był pewien dzień kończącego się lata 1965 roku, gdy wyszedł on na miasto ze swoim enerdowskim aparatem.

Uwiecznił wagonik tramwaju pnący się ulicą Grunwaldzką, tuż po wyjeździe z mostu Jana. Tramwaj nr 1 jadący nad Jeziora Długie. Na fotografii z lewej strony, widoczna jest kamienica przy ul. Grunwaldzkiej, gdzie pod nr 3 mieści się obecnie znany antykwariat „Silva Rerum” Zbigniewa Galona.

Jerzy Waluga jest rodowitym warszawiakiem, z wykształcenia rybakiem, po Wydziale Rybackim Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie, wieloletnim pracownikiem olsztyńskiego Instytutu Rybactwa Śródlądowego. Autorem ponad 100 tysięcy fotografii naszego miasta, wśród których są zdjęcia  ostatnich tramwajów .

Uważni czytelnicy mojego bloga pamiętają, że zachwyciłem się tą fotografią, gdy pewnego dnia ujrzałem ją w oknie wystawowym winiarni na Starym Mieście. Po jakimś czasie poznałem Jurka. Przy gruzińskim  winie opowiedział mi historię zdjęcia.

Zachwycam się idealną kompozycją obrazu. Jeżeli poprowadzimy linie od rogów fotografii to na skrzyżowaniu przekątnych znajdą się pasażerowie tramwaju. Kompozycyjnie to „złoty strzał”.

Zdjęcie zapisuje modę lat 60. Dbałość o strój. Daje wgląd w czas miniony. Wystarczy w tę fotografię … wejść.

 

27 Sty 2014

W sobotę obejrzałem „Klauna” Pavla Kohouta w reżyserii Giovanny Castellanosa. Przedstawienie jest spójne i konsekwentne. Ma słodko-gorzki smak, sceny z życia rodziny klanów wzruszają.

W pewnej chwili żywioł zabawy zwycięża, gdy klauni  „strzelają” w widownię balonami i obrzucają ją pakunkami z confetti. Autorką świetnej scenografii jest Aneta Suskiewicz, a muzyki Marcin Rumiński.

To polska prapremiera sztuki i  jednocześnie pierwsza premiera na zbudowanej od podstaw, przy okazji remontu olsztyńskiego Teatru Stefana Jaracza, scenie Margines.

Rzecz o cyrku, w którym najważniejszym punktem programu jest pokaz tresury koni. Cyrk to oczywiście metafora współczesnego świata.

Sztandarowym numerem popisuje się dyrektor cyrku Holzknecht (Cezary Ilczyna). Ma on pomocnika, demonicznego inspektora maneżu  (świetny Marcin Tyrlik). Klaun August (Paweł Parczewski) ma czelność marzyć o tym by również tresować konie. – Możesz zrealizować swoje marzenie – mówi Augustowi dyrektor. Ale jak? To proste:  – Musisz zostać dyrektorem cyrku.

– Ale czy to możliwe?- dopytuje się naiwny jak dziecko August. Tak, jak założysz rodzinę.

Klaunowi udaje się spełnić ten warunek. Na arenie pojawia się klaunka (podpieram się językiem czeskim, po polsku klaunica?) Lulu (Małgorzata Rydzyńska) – która zostanie żoną Augusta; przyszły teść –  klaun Bumbul (Artur Steranko), zjeżdżający na linie wprost na środek areny, a także synek – August  junior (Przemysław Niedzielski).

Holzknecht piętrzy kolejne trudności, August je spełnia. Nie chcę zdradzać zakończenia, ale los klaunów jest nie do pozazdroszczenia.

 

Wychodząc z teatru zastanawialiśmy się kogo w dzisiejszym cyfrowym świecie mógłby symbolizować klaun August? Kto chce przejąć władzę nad cyrkiem?

 

02 Sty 2014

31.12.2013

Pod moim balkonem na trawniku rosną stokrotki. Nie dają się mrozowi. W grudniu zakwitły po raz trzeci w tym roku.

Rano w sklepie spotkałem znajomego lotnika. Złożyliśmy sobie życzenia zdrowia i szczęścia na 2014 rok, bo cóż to za szczęście bez zdrowia i na odwrót.

Japończycy nakręcili pełnometrażowy film animowany o konstruktorze myśliwca „Zero”. Samolot był „piękną maszyną”, ale był  użyty w ataku na Pearl Harbor, czyli w złej sprawie.

Myślę o polskich inżynierach, którzy przed wojna konstruowali aparaty latające o takich pięknych imionach jak: wilk, jastrząb, łoś, karaś czy sum.

Szybowiec „Orlik” Antoniego Kocjana pokazano na Wystawie Światowej w 1939 roku. Potem przejęli „Orlika” Amerykanie i bili na nim różne rekordy używając maszyny do 1967 roku. Jakoś nikt nie wpadł na to by nakręcić film o „Orliku”, albo o doskonałych samolotach sportowych RWD na których polscy piloci bili rekordy i zwyciężali w zawodach lotniczych. Współkonstruktorem RWD był Stanisław Rogalski, który po wojnie  doszedł do profesury na prestiżowym uniwersytecie amerykańskim w Princeton.

Czy ktoś jest dziś w stanie rozbudzić takie ambicje jakie były przed wojną? Może należy zacząć od sprawy podstawowej. Od porządnego posiłku.

Marzy mi się by Sejm zadekretował we wszystkich typach szkół bezpłatne obiady dla uczniów. Kiedy im nie będzie burczeć w brzuchu łatwiej nauczą się rachunków.

 

18 Gru 2013

Gombrowicz

1.„Operetka” Witolda Gombrowicza w reżyserii Andrzeja Majczaka. Pierwsza premiera na kameralnej scenie po remoncie Teatru Stefana Jaracza w Olsztynie.

Reżyser oparł spektakl na ciekawym pomyśle, Gombrowicz jest przewodnikiem po swoim dziele (w tej roli Dariusz Poleszak). W spektaklu najwięcej do powiedzenia ma Hufnagiel, niby koniarz, niby hrabia, później terrorysta. Maciej Mydlak nadaje tej postaci wdzięk.

Scenografia Urszuli Czernickiej skromna: ekrany dzielą scenę na świat wewnętrzny, świat bohaterów  „Operetki” i świat zewnętrzny, w którym egzystuje Gombrowicz ze swoją operetkową świtą.

Z tych ekranów wysuwają się szuflady. Jak staroświeckie biblioteczne katalogi. Gombrowicz z muzeum literatury?

2. Autor i jego świta są dobrze ubrani: Gombrowicz – Poleszak nienagannie nosi marynarkę, a Księżna – Irena Telesz długą suknię z trenem, piękny kostium dawno nie widziany w teatrze .

Zasadniczy wątek „Operetki” to przeciwstawienie strój –  nagość.  Rita Gombrowicz wspominała, że na rok przed śmiercią (pisarz zmarł w 1969 roku) kupiła mężowi zamszową marynarkę. Wyglądał w niej „jak młody chłopak wybierający się na polowanie”.

Gombrowicz do śniadania siadał w marynarce, której nigdy w domu nie zdejmował.

Jednym z bohaterów „Operetki” jest kreator mody Fior (Grzegorz Jurkiewicz). Tu ubrany jest niczym jaki Goethe, w strój niby romantyczny. Dlaczego? Nie wiem.

3. Kiedy Gombrowicz ukończył „Operetkę” w 1966 roku, miał 62 lata, Rita 30 lat.  Pisarz zmagał się z astmą. Miał ciągłe kłopoty z oddychaniem. Do tego bóle żołądka, wzdęcia i obstrukcje.

Starszy chory mężczyzna z młodą kobietą u boku.

Gombrowicz notuje w „Kronosie”: „Miłość z kobietą po 20 latach co najmniej”.  Pewnego dnia napisze: „Kiepsko z sercem”. Gdzie indziej : „Dalsze posuwanie się w starość” i dalej: „Trzeba opracować śmierć”.

4. Szarm to zgodnie z objaśnieniami Gombrowicza „wyfraczony hrabia”, „złoty młodzieniec, zblazowany birbant i lampart” lat 35. Baron Firulet jest jego rówieśnikiem.

W olsztyńskim spektaklu Szarm (Grzegorz Gromek)  i Firulet (Radosław Hebal) nie noszą eleganckich strojów. Mają być „starymi chłopcami”. Ale dziś trzydziestka na karku, to ciągle młodość.

Szarm i Firulet noszą krótkie spodenki i podkolanówki.  I koszule w brunatnym kolorze. To zupełnie nieelegancki kolor. I nieelegancki strój.

5. Trzy pokolenia na scenie. Żywiołowi studenci Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka. Urok młodości.

6. Gdy Szarm w scenie seksu z Albertynką  ściąga spodnie,  zdejmuje slipy i celuje w stronę widzów swoim gołym zadkiem, czuję się stremowany.  Nie przywykłem.

Trafił mnie.

Wychodząc z teatru mam w uszach słowa Szarma: „Wypuściliśmy tedy złodziejaszków, żeby sobie pohasali…”

Ale to zadek mnie prześladuje.

Z jednej strony zły, z drugiej, dobry gust.

Zadek. I marynarka Gombrowicza.

O to chodziło?

P.S. Lubię portret Gombrowicza , który namalował pastelem Aleksander Wołos (na zdjęciu).

 

13 Gru 2013

PROMOCJA CZYTELNICTWA. SPEKTAKL Z „MEDYKA”. WILNO PROFESORA Z  „KALENDARZEM OLSZTYNA”.

 

CZWARTEK. W Galerii Sztuki BWA w olsztyńskim planetarium wystawa fotografii czarno-białej i kolorowej „Cielistość ciała”  Magdy Rogowskiej-Otremby. Świetne akty.

Na otwarcie tańczyli Rafał Milcewicz ( Książę z baletu „Dziadek do orzechów”) i Lusia Fedorowska.

Od dwu lat współpracuję z Magdą przy tworzeniu multimedialnych widowisk promujących poezję i fotografię.

Zdj_cie0964[1]

Z okazji wernisażu poznałem dwoje młodych artystów: Mateusza Cwalińskiego, studenta Instytutu Muzyki UWM i Lucynę Kowalską. Oboje są świetni. I oboje mieszkają na olsztyńskim Zatorzu, najbardziej kulturotwórczej dzielnicy Olsztyna.

Mateusz, jak to mówią na Kurpiach i Śląsku, gra na cyji. Lucyna od dziecka związana jest z teatrzykami prowadzonymi przez Marię Jenny-Burniewicz. To Jenny skomponowała muzykę do mojego wiersza „Tyłeczek modelki Herzigowej”, którego wersję muzyczną w czwartek usłyszała publiczność BWA.

A Marek Gardzielewski złożył ręcznie i wydrukował w technice poligraficznej „Tyłeczek”. To debiut Pracowni Starych Technik Drukarskich WBP i trójjęzycznej serii wydawniczej „Trilinguis”. Bo „Tyłeczek” został wydrukowany w Olsztynie po polsku, czesku i chorwacku.

Rozdałem podczas wernisażu pięć egzemplarzy tej książeczki tym, którzy mieli przy sobie aktualne karty biblioteczne (promocja czytelnictwa.

ŚRODA. Jak połączyć mazurskość z portalami społecznościowymi? W Szkole Policealnej im. prof. Zbigniewa Religi w Olsztynie powstał spektakl „Kamienna dłoń”, nawiązujący do utworów Ernsta Wiecherta i baśni mazurskich Herberta Somplatzkiego.

Final KAMIENNEJ DLONI MBTwórcą przygotowywanego przez rok widowiska jest Aleksandra Salczyńska, nauczycielka-terapeutka ze Szkoły im. prof. Religi. Na scenie 34 wykonawców: uczniowie i absolwenci tej szkoły, uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej w Olsztynie, uczniowie Gimnazjum nr 12 im. Sybiraków w Olsztynie i przyjaciele. Grupa teatralna, którą utworzyli nazywa się „Alma Rey.

Widowisko przypomina w swojej formie grę komputerową. Ma uwrażliwiać widza na Innego, na cierpiącego człowieka.

Bohaterka „Kamiennej dłoni”, Pomponiara (cheerliderka), która lansuje się na „fejsie”, ma chorą na autyzm siostrę. Poniża ją. Pewnego dnia, gdy uderzy siostrę, jej ręka skamienieje.

Bohaterka błądzi po wirtualnym świecie, gdzie spotyka awatary ludzi, którzy też kogoś skrzywdzili, ale także istoty, które pomagają jej uwolnić się od winy. W tle słyszymy głos Brejvika i  muzykę łódzkiego zespołu Coma.

Młodzi aktorzy nie mają tremy, wcielają się w wiele ról. Jest taniec, elementy pantomimy, śpiew i poezja. Świetne kostiumy i maski. Inscenizacja działa na widzów bardzo emocjonalnie.

Całe przedsięwzięcie współfinansowała Unia Europejska w ramach Europejskiego Funduszu Europejskiego. „Kamienną dłoń”  dwukrotnie już wystawiono w sali CEiIK-u.

– Co dalej ze spektaklem? – pytam Olę Salczyńską – Czekamy na zaproszenia ze szkół…

PIĄTEK. Przedwojenne Wilno, miasto w którym są korzenie wielu olsztynian, było jednym z bohaterów wieczoru na zamku. Dr. hab. Przemysław Dąbrowski prof. UWM na Wydziale Prawa i Administracji został laureatem Nagrody Prezydenta Olsztyna im. Jerzego Bohdana Koziełło-Poklewskiego w dziedzinie historii.

Nagrodzono książkę profesora Dąbrowskiego „Rozpolitykowane miasto. Ustrój polityczny państwa w koncepcjach polskich ugrupowań działających w Wilnie w latach 1918-1939”.

Tadeusz Baryła z OBN, powiedział w laudacji, że książka opisuje wkład inteligencji wileńskiej w rozwój nowoczesnej polskiej myśli narodowej i państwowej.

Spytałem prof. Dąbrowskiego czym dla niego jest  nagroda im. Koziełło-Poklewskiego. „Po pierwsze: ogromnym wyróżnieniem, największym jakie do tej pory mnie spotkało, po drugie: jest potwierdzeniem tego, że warto w życiu realizować swoje pasje i nie rezygnować z nich, bo wcześniej czy później muszą być docenione”- odpowiedział prof. Dąbrowski.

Obaj jesteśmy z profesorem absolwentami tego samego liceum, III LO w Olsztynie.

 

Drugim bohaterem wieczoru był Tomasz Śrutkowski, redaktor i wydawca „Kalendarza Olsztyna”. To już 16 rocznik tego wydawnictwa. Jak zwykle bogatego w teksty, popularyzujące wiedzę o ludziach i ważnych miejscach naszego miasta.

W „Kalendarzu” jest także plon Ogólnopolskiego Konkursu Satyrycznego „Olsztyn 660 lat” i przypomnienie szopek noworocznych „Gazety Olsztyńskiej” i Radia Olsztyn. Warto zapoznać się z historią III LO w Olsztynie ( górą nasze liceum!). „Kalendarz” publikuje również portret rodzinny znanego rodu aktorskiego Burczyków.

Polecam również nieznane fotografie autorstwa Zofii Barankiewicz, w tym wieży spadochronowej w Parku Jakubowym. Miałem kiedyś przyjemność skakać z tej wieży .

 

19 Lis 2013

PREMIERA PAPUSZY W OLSZTYNIE. NAGRODA IM.HIERONIMA SKURPSKIEGO

Zdjęcie1850 Papusza 1

Wtorek. Zdarzyło się nam w Olsztynie święto – premiera „Papuszy”.  Z udziałem aktorów i statystów oraz jednego z reżyserów  filmu – Krzysztofa Krauze. Mogłem wreszcie skonfrontować efekt końcowy z tym, co widziałem na planie.

Jestem pod dużym wrażeniem filmu. Odwiedziłem ekipę w październiku ubiegłego roku. Na zaledwie kilka godzin. Zaszyli się w Nadleśnictwie Wichrowo.

Powstały tam jedne z najbardziej malowniczych scen. Bez krajobrazu Warmii nie byłoby „Papuszy”. I oczywiście bez olsztyńskim Romów. Zdjęcia to majstersztyk operatorów: Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia. Na wielkiej polanie filmowali scenę zjazdu trzech taborów. Powstało ogromne obozowisko: wozy, kobiety, mężczyźni i dzieci, pozorny chaos. Ale żadnego zniecierpliwienia wśród statystów i całej ekipy. Wszyscy mili wobec siebie. Widać, że zafascynowani charyzmatycznym reżyserem.

Zdjęcie1845 Papusza 2

W tym tłumie ważną rolę odgrywali cyganolodzy i tłumacze romskiego: Jacek Milewski, Andrzej Grzymała-Kazłowski i nasz Rysio Choiński z Olsztyna (na zdjęciu).

Historia poetki Papuszy jest tylko pretekstem do przedstawienia panoramy losu polskich Romów w XX wieku. Opowieść idzie własnym torem. Ma wielu narratorów. Nie epatuje tanim folklorem. To coś w rodzaju albumu. Białego wiersza.

Świetny jest Zbigniew Waleryś jako Dionizy Wajs, mąż Papuszy. Skromnie sobie stał po premierze. Uścisnąłem mu rękę. Sądzę, że jeszcze dużo dobrego o nim usłyszymy.

Piątek. Otrzymałem Nagrodę Prezydenta Olsztyna im. Hieronima Skurpskiego w dziedzinie sztuk plastycznych. Za popularyzację sztuk plastycznych oraz ludzi kultury, zjawisk i wydarzeń artystycznych. Uroczystość miała miejsce na zamku .

W trakcie wieczoru Marta Andrzejczyk zaśpiewała trzy moje wiersze a Piotr Banaszek towarzyszył jej na fagocie. Elżbieta Grad-Cupriak i Jarosław Cupriak przeczytali urywki „Podróży do obrazów” (Amsterdam, Florencja i Wenecja). Laudację wygłosił Kazimierz Brakoniecki.

Dziękując za nagrodę opowiadałem o artystach, którzy byli moimi przewodnikami w świecie sztuki, m.in. o Tadeuszu Gronowskim, Rolandzie Toporze i Hieronimie Skurpskim. A także o konceptualistach, których poznałem podczas studiów w Toruniu: Tadeuszu Burniewiczu i Wiesławie Wachowskim.

Na tym zdjęciu jest Skurpski i Bury.

Obraz (46)

W zamku pokazałem m.in. animację „Razem” z 1977 roku, fragmenty dokumentu z 1999 roku „Przed zagadką. Lustro Hieronima Skurpskiego” a także mini-reportaż z niedawnej wizyty w pracowni śląskiego malarza Erwina Sówki.

Oprócz statuetki, dyplomu i kwiatów dostałem niezwykły prezent. Aleksander Wołos wręczył mi małe zawiniątko. Były w nim takie oto konceptualne prawdziwki i podgrzybki z… kasztanów.

Prawdziwki

31 Paź 2013

 

K.Rorot

W te dni wspominamy tych, którzy odeszli . Wspominam przyjaciela, którego znałem od podstawówki. Gdy poszedłem do pierwszej klasy, do nowobudowanej, wtedy jeszcze nieotynkowanej szkoły, a była to „piątka” na Zatorzu, poznałem Krzysia Rorota. Tę znajomość utrzymaliśmy do końca jego życia.

Urodził się 15 marca 1951 w Olsztynie. Tak się złożyło, że nosił imię bohatera jednej z moich ulubionych książek, „Kubusia Puchatka” Milnego. Krzyś, mój szkolny kolega przypominał mi trochę Krzysia z „Kubusia Puchatka”. Zawsze mogłem na niego liczyć.

Do tej pory wzruszają mnie dwa wspomnienia. Dostałem od babci samochód strażacki. Był miniaturą prawdziwego. Z malutką drabiną, która wysuwała się, gdy kręciło się miniaturową korbką. Gdy się popsuła, Krzyś mi ją naprawił. Któregoś razu cała klasa wybrała się na wycieczkę do Grunwaldu. Przeziębiłem się i nie mogłem pojechać. Koleżanki i koledzy wrócili ze znaczkami przedstawiającymi rycerzy. Musiałem mieć nietęgą minę z powodu braku znaczka, bo Krzyś mi powiedział: – Nie przejmuj się. Zrobię ci jeszcze lepszy… I zrobił.

Z Krzysiem uczyliśmy się w III LO na Zatorzu. Potem Krzyś wstąpił do Akademii Medycznej w Gdańsku. Poszedł w  ślady swego taty i stał się znanym w naszej dzielnicy dentystą, doktorem Krzysztofem. W ostatnich latach zachorował. Zmarł 5 sierpnia 2013 r. w Olsztynie.

Gdy chowaliśmy urnę z  prochami Krzysia padał deszcz.

30 Wrz 2013

Sztuka w obejściu

wersal

2 wersal

Wersal na Warmii? A jakże. Niedaleko Nowego Kawkowa. Obserwowałem tam, jak filcuje się owczą wełnę.

1Letycja Pietraszewska

Odwiedziłem też  pracownię ceramiczną Letycji Pietraszewskiej. I niezwykły dom w którym tworzy koronczarka Monika Paśnik-Petryczenko. Oglądałem w pracowni Cegielnia Art ikony artystów ze Starego i Nowego Kawkowa.

A na koniec byłem w Teatrze Węgajty. Na wystawie „4 żywioły” i spektaklu – proteście „Ogień, kryzys, dworzec centralny”.

Wegajty3 Wegajty

Przedstawienie ma dwa wątki. Jeden opiera się na wywiadach z bezdomnymi, których wypowiedzi nagrano na  dworcach.

 

Drugi odnosi się do własnej historii zespołu dotkniętego cięciami w kulturze.

Nie zdążyłem odwiedzić Lawendowego Pola.  Ale skosztowałem  kremu marchewkowego w galerii-kawiarni Nowe Kawkowo.

Było co wybierać i czego smakować od piątku do niedzieli na trasie przez Pupki, Godki, Kawkowo, Węgajty, Szałastry i Wołowno. W trakcie trzeciej edycji trzydniowego święta „Sztuka w obejściu”. Warmia tej jesieni jest wyjątkowo piękna. 

Trzy razy Chorwacja

Olsztyn od tego weekendu stoi sztuką chorwacką. Od  piątku w Galerii Rynek MOK prezentacja rysunków złocistym i srebrnym piórkiem o tematyce mitologicznej pt. „Notatki intymne”, których autorem jest Tomislav Buntak.

W Galerii Stary Ratusz WBP wystawa obrazów neoimpresjonistycznych „Trafione w sedno I”, które namalował Danko Friščić. Inne jego prace można oglądać w Galerii Amfilada MOK (Kamienica Naujacka, I piętro).

Tam również słoneczne, jak pocztówki z wakacji obrazy, których autorką jest Koraljka Kovač oraz abstrakcyjne impresje z Indii, które namalowała Lea Popinjač.

Davorin Kerekovic

Inicjatorem projektu „Teraz Chorwacja”  przybliżającego mieszkańcom Warmii i Mazur sztuką tego kraju z południa Europy jest  Davorin Kereković z Zagrzebia (na zdjęciu). Wstęp na wszystkie wystawy jest bezpłatny. Można je oglądać do 20 października.

17 Sie 2013

DSCN1132DSCN1145

Sierpień i wrzesień należą w tym roku do Alfonsa Kułakowskiego. Po wystawie w Olsztynie, jego obrazy pojadą na Ukrainę, gdzie będą eksponowane we Lwowie i Kijowie.

Alfons Kułakowski to jeden z najbardziej interesujących artystów-malarzy Warmii i Mazur. W jego pejzażach fascynuje sposób operowania kolorami. Artysta pięknie je dobiera. W Galerii Stary Ratusz WBP na wystawie ”Stamtąd i stąd” można oglądać widoki spod północnego nieba, pełne kłębowiska chmur,  namalowanych podczas pleneru na Litwie, a także w Witoszewie pod Zalewem, gdzie artysta mieszka. Urodzony w 1927 roku niedaleko słynnego Berdyczowa Alfons Kułakowski jest postacią nietuzinkową pod każdym względem. Wywieziony z rodziną na Sybir, uciekł z łagru do Kazachstanu, gdzie w Ałma-Acie studiował malarstwo. Zamieszkał w naszym regionie w 1997 roku po przyjeździe do ojczyzny. W Witoszewie ma swoją pracownię. Ale jest właścicielem drugiej, podróżnej. Na wernisaż do Olsztyna przyjechał samochodem kempingowym, gdzie ma wszystko co potrzebne do codziennego życia, ale i do tworzenia. Kiedy spytałem artystę, co potrzebne jest do namalowania obrazu, oczywiście oprócz pędzla, farb i płótna, powiedział mi uśmiechając się, że potrzebny jest „gwoździk”… Rozumiem to jako impet, motor, ale też punkt wyjścia.

Wystawa ”Stamtąd i stąd” w atrium Starego Ratusza czynna jest  do 21 sierpnia, w godz. 9-19. Następnie niektóre z eksponowanych na niej prac trafią na dwie wystawy obrazów Alfonsa Kułakowskiego na Ukrainie. Pierwsza będzie otwarta 27 sierpnia, w Muzeum Etnograficznym i Przemysłu Artystycznego we Lwowie i potrwa do 16 września. Stamtąd obrazy pojadą do Kijowa, gdzie 27 września zostaną wyeksponowane w jednej z galerii. W poświęconym sztuce prestiżowym kijowskim piśmie „Antikwar” ukaże się wywiad z naszym artystą. Sierpień i wrzesień należą w tym roku do Alfonsa Kułakowskiego

Marek Barański

 

Na zdjęciach: Alfons Kułakowski na wystawie swoich prac w Galerii Stary Ratusz i przed samochodem kempingowym

Fot. Marek Barański

 

09 Sie 2013

 

Jak Olsztyn widzą cudzoziemcy? Zwykli mieszkańcy pewnie nie zawsze doceniają unikalną przyrodę miasta, ale cenią ją uważni artyści. Tak stało się w wypadku czwórki ukraińskich malarzy, którzy bohaterami swoich płócien uczynili w większym stopniu niż architekturę – przyrodę Olsztyna. Wprawdzie polubili okolice zamku i wiadukty, ale na przykład zwrócili uwagę na konie w podolsztyńskim pejzażu, na kaczki i kawki w parku w Jakubowie oraz na nenufary pływające na jeziorku Mumel.

Ołena Pryduwałowa, Matwij Wajsberg, Ołeksij Apołłonow i Ołeksij Beliusenko przyjechali na plener do Olsztyna z Kijowa. Efekt ich pracy to ponad 50 obrazów z których 40 można oglądać w Galerii ZPAP – Klub Sowa, przy ul. Zamkowej w Olsztynie.

Na  płótnach kijowian Olsztyn przypomina rozświetlone słońcem miasta francuskich impresjonistów. Najbardziej  miejskim obrazem  jest ten przedstawiający okrąglak  Ołeny Pryduwałowej, pełen wesołego, radosnego tłumu.

Natura to kaczki i kawki sportretowane przez  Matwija Wajsberga oraz konie przez Ołeksija Apołłonowa.

Staw z nenufarami w Jakubowie namalował Ołeksij Beliusenko.

Wystawę można jeszcze oglądać codziennie w godz. 12-20 do 11 sierpnia. Jej organizatorem  jest Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie. Wstęp wolny.

1'Pryduwalowa

Ołena Pryduwałowa – Święto w Olsztynie

 

 

2BeliusenkoOłeksij Beliusenko – Staw w Jakubowie. Nenufary III

 

3WajsbergMatwij Wajsberg- Z cyklu olsztyńskie kaczki

Fot. Marek Barański

 

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.