06 Lip 2011

W Warszawie trzy miesiące temu plakat do filmu rumuńskiego z 1971 roku „Początek nowego świata” reżysera Gheorghe Vitanidisa sprzedawano po 700 zł. To jeden z dowodów na to, że kino rumuńskie jest w cenie.
Warszawscy i krakowscy filmoznawcy z zazdrością piszą o tym, że kino rumuńskie jako jedyne z naszego regionu zdołało przebić się do ekstraklasy. W 2007 roku film Cristiana Mungiu o nielegalnej aborcji „4 miesiące, 3 tygodnie i dwa dni” dostał Złotą Palmę w Cannes, a wyróżnienie otrzymał film „California Dreamin” Cristiana Nemescu. W ubiegłym roku w Berlinie film „Jeśli chcę gwizdać, to gwiżdżę” Florina Serbana dostał Srebrnego Niedźwiedzia i nagrodę im. Alfreda Bauera (przyznaje się ją za film, który „otwiera horyzonty sztuki filmowej”).
Kinematografia  rumuńska jest znacznie biedniejsza niż polska. Jak podaje Janusz Wróblewski w „Polityce” z ubiegłego tygodnia („Rumun na fali”) ich odpowiednik naszego PISF-u ma pięciokrotnie mniej pieniędzy. Kręcą też — jak podaje Wróblewski — trzy razy mniej filmów. W 2000 roku nie wyprodukowali żadnego. Może u nas powstaje ich za dużo?
Jakie są źródła tych sukcesów? „Zaskakuje w tych filmach silne, organiczne połączenie codzienności i filozofii” — pisze Wróblewski. Filmolożka Magdalena Bartczak w pierwszym numerze krakowskiego czasopisma „EKRAN-y” pisze o „osobistej perspektywie”, która łączy twórców rumuńskiego kina.

A ja przypomniałem sobie, że jeden z najbardziej awangardowych dramaturgów XX wieku Eugene Inesco, współtwórca teatru absurdu był w połowie Rumunem (matkę miał Francuzkę). Rumunem był jeden z najbardziej wpływowych myślicieli XX wieku Mircea Eliade. Jego dzienniki i pamiętniki są jak czysty zdrój. Czytam je wciąż i nie mogę się nimi nasycić. A  słownik religii Eliade nie ma sobie równych. Kto zna „Wyznania i anatemy” Emila Ciorana ten wie, że  jest on ostry jak brzytwa a czytanie zdań, które wyszły spod jego pióra to prawdziwa rozkosz. Trzeba tu zaznaczyć, że choć Rumun, to pisał je po francusku. Rumunem był Constantin Brancusi, który zapoczątkował nurt abstrakcyjny w rzeźbie.
Z Rumunią wiążą nas więzi niezwykle, o których zapominamy. Król Jan Olbracht wybrany między innymi głosem wuja Mikołaja Kopernika (Łukasz Watzenrode jako biskup warmiński brał w wolnej elekcji króla) zaordynował w 1497 roku wyprawę na Mołdawię, która skończyła się w lesie niedaleko Czerniowiec klęską. Odtąd mówiło się, że „za króla Olbrachta wyginęła szlachta”.

Paweł Jasienica uważał, że po wojnie  na Bukowinie Jagiellonowie stracili cały swój impet. „Wydaje się rzeczą nie do wiary, że jedna niefortunna kampania, stoczona w dodatku na obcej ziemi, mogła aż do tego stopnia wstrząsnąć państwem, strącić je z wyżyn” — napisał Jasienica w „Polsce Jagiellonów”. Wiosną 1498 roku ruszyli Tatarzy. Jan Olbracht musiał zrzec się Głogowa, a wraz z nim tytułu „najwyższego księcia Śląska”. Jedyny zysk to krakowski Barbakan — wystawiony w obawie przed Turkami.
Czerniowce jeszcze raz odegrały fatalną rolę w dziejach Polski. We wrześniu 1939 roku, po ponad 400 latach, znów oglądały pokonanych Polaków i to najwyższe władze Rzeczypospolitej na czele z prezydentem Ignacym Mościckim. Rumunii internowali nasz rząd.
Rumuni są zdolni. Przed wojną sprzedaliśmy im licencję na myśliwiec P-24 ( sami walczyliśmy w 1939 roku honorowo na gorszym P-11). Oni z naszego P-24 wzięli niektóre elementy, jak podaje znawca tematu Andrzej Glass: „usterzenie i tył kadłuba, instalacje zespołu napędowego oraz wyposażenie kabiny” i stworzyli bardzo zgrabny i udany samolot. Czemuśmy sami tego nie zrobili, to już inna sprawa.
Rumuni są zdolni. Janusz Młynarski, dziennikarz wychodzącego w Londynie pisma „Polish Express” napisał, że większość Rumunów przybywających do pracy na Wyspy zna angielski. Są więc w lepszej sytuacji niż Polacy. Od znajomych wiem, że ich dzieci przyjaźnią się z Rumunami, bo ci są sympatyczni i kulturalni.
Biorąc to wszystko pod uwagę trudno się dziwić sukcesom rumuńskiego kina. I jeszcze jedno: ciągle żyje król Rumunii Michał I, który choć był przeciwnikiem Stalina został kawalerem radzieckiego Orderu Zwycięstwa. Rumuni są zdolni.

1 komentarz »

  1. w zeszlym tysiacleciu jezdzilem z rodzicami do czarnomorskiego kurortu Mamaia i w bazie wspomnien zachowal mi sie pyszny smak rumunskiego jogurtu

    Komentarz by Dyl S. — 7 lipca 2011 @ 11:29

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.