30 Wrz 2009

Będzie o Jerzym Skolimowskim, Romanie Polańskim, ale najpierw o Brigitte Bardot, która skończyła 75 lat. O Bardotce. Tak się kiedyś, familiarnie, mówiło. Kiedyś, to znaczy wtedy, gdy w kinie „Grunwald” na Zatorzu można było zobaczyć filmy z BB.

Bardotka wyskoczyła  z filmu „I Bóg stworzył kobietę” w 1956 roku, jak nie przymierzając Wenus z obrazu Sandro Botticellego. Aby docenić wagę tego, co dokonał Botticelii trzeba oglądać jego dzieło „na tle epoki”. „Narodziny Wenus” każdy może niby poznać z reprodukcji. Ale dopiero, gdy  widzimy dzieło Botticellego na własne oczy  we Florencji — przypominam, bohaterka stoi na gigantycznej muszli i przykrywa wstydliwie łono ręką — dostrzegamy, że obraz Sandro jest słodki, ale cokolwiek blaszany. Podobnie dzisiaj traktujemy rolę BB w „I Bóg stworzył kobietę”. Film wyreżyserował jej mąż Vladimir Plemiannikow, syn Rosjanina i Francuzki, który posługiwał się pseudonimem artystycznym Roger Vadim.

Mózgowe 
widzenie

O co chodziło wtedy z BB? Jak wiadomo seks rozgrywa się w mózgu. Vadim wykorzystał podświadomość widzów, którym wydawało się, że widzą więcej, niż reżyser faktycznie pokazał na ekranie. Doszło do tego, że francuska cenzura obyczajowa zażądała wyrzucenia z filmu „I Bóg stworzył kobietę” pewnej sceny, jako nieobyczajnej. Chodziła o sekwencję w której nieletni chłopiec podgląda bohaterkę. Ona to dostrzega kątem oka i wstaje z łóżka. Cenzor zarzucił reżyserowił, że BB wychodzi goła z pościeli. Vadim zaklinał się na wszystkie świętości, że urzędnik cenzury się myli. Przypomnijmy młodzieży, że rzecz dzieje się w czasach, gdy film nie ma innych nośników niż taśma celuloidowa, którą wyświetla się tylko w kinach. Vadim zaprasza cenzora do laboratorium i pokazuje mu wyjściowy negatyw filmu. A tam stoi jak byk, że Bardotka spaceruje na oczach podekscytowanego podrostka w koszuli nocnej, długiej do kostek. Cenzor, podobnie jak większość widzów, widział gołą Bardotkę, ale nie na ekranie, tylko we własnej głowie. Ale dlaczego? I teraz będzie kontekst. Bo wcześniej kino było niesłychanie prostolinijne, wręcz naiwne.

„Nóż w wodzie” w „Polonii”

Nagadałem się o BB a przecież mieliśmy w Olsztynie wydarzenie z udziałem mistrza kina czyli wernisaż obrazów Jerzego Skolimowskiego w BWA w Olsztynie. Niestety święto Skolimowskiemu zabrała sprawa aresztowania Romana Polańskiego w Szwajcarii. Zamiast oglądać obrazy, dziennikarze wciąż pytali  Skolimowskiego, co o tym sądzi. Nie chciał komentować. A ja kiedy go zobaczyłem, uświadomiłem sobie, że oto stoję, twarzą w twarz, z legendą swojej młodości.

 

Jeszcze byłem za mały, żeby wejść na „Nóż w wodzie” do kina, ale pamiętam w witrynie „Polonii” plakat z tym filmem. Polański wielokrotnie podkreślał, że wkład Skolimowskiego w „Noża w  wodzie” był niezwykle istotny. To Skolimowski skondensował akcję do kilkunastu godzin, zmienił zakończenie, a przede wszystkim napisał dialogi. Tym, którzy nie znają filmu, przypominam: to pierwsza dla polskiej kinematografii nominacja do Oscara.  I dzieje się na Mazurach, na naszych jeziorach, na Kisajnie i Śniardwach. Przypomniałem „Nóż  w wodzie”, bo pewnie bardziej znany jest młodzieży. Filmy Skolimowskiego z lat 60. zrealizowane w Polsce pokazują się czasem w telewizji.

Ja cenię sobie bardzo — „antropologiczne” wczesne dzieła tego reżysera, „Rysopis” i „Walkowera,” a szczególnie rewelacyjne antystalinowskie „Ręce do góry” z 1967 roku, które stały się powodem emigracji Skolimowskiego z Polski.

Dlaczego 
nie jest Formanem

I teraz widzę Skolimowskiego skoncentrowanego, czujnego, z oczami za czarnymi szkłami okularów. Kiedy mówię mu o legendzie, leciutko się uśmiecha. 
Pytam o amerykański sukces Miloša Formana. Siłą rzeczy nasuwają się porównania między ich karierami. Zaczynali w tym samym czasie. A także — co nie wszyscy wiedzą — chodzili do tej samej szkoły. To ciekawa historia, ale nie jest przedmiotem tej opowieści.

co_ja_vim[1]

Pokazuję Skolimowskiemu autobiografię czeskiego reżysera, którą kupiłem kiedyś w Pradze. Jest tam takie zdjęcie zrobione w 1964 roku w Nowym Jorku. Stoją obaj w garniturach i pod krawatami. Skolimowski przywiózł wtedy na nowojorski festiwal swój debiut — „Rysopis” a Forman swój — „Czarnego Piotrusia”. Na zdjęciu są też między innymi Sidney Lumet i James Ivory.

Jerzy Skolimowski wyjaśnia: — Miloš jest szalenie otwartym człowiekiem,  chłonnym. Jednocześnie umie wyjść na przeciw sytuacji. Ja taki nie jestem. Chcąc nie chcąc wybrałem inną drogę. I na tym polega różnica wśród twórców, że każdy tworzy na miarę swojego temperamentu i na miarę swoich chęci. Nigdy nie startowałem, żeby zdobyć Oscara. Moje filmy były zawsze bardziej ekskluzywną formą sztuki — mówi.

Na otwarciu wystawy swoich prac Skolimowski powiedział, że film jest pracą zbiorową a obraz jest podpisany tylko nazwiskiem malarza.

Warto wybrać się do BWA, by zobaczyć płótna artysty, który bywał poetą, ciągle reżyseruje filmy i w nich gra, ale najchętniej maluje wielkoformatowe obrazy.

5 komentarzy »

  1. a jak ja przezywalem w roku chyba 1976 /mialem wtedy 16 lat/, gdy w DKF obejrzalem film Skolimowskiego „Pojedynek” /”The Duel”/- anglojęzyczny z takimiz aktorami. I na lekcji angielskiego w liceum moglem zablysnac znajomoscia nowego angielskiego slowa /z tytulu/. Dla mnie Skolimowski to wielki rezyser, ktorego smialo mozna porownac z Polanskim!

    Komentarz by Dyl S. — 30 września 2009 @ 20:31

  2. Drogi Dylu, obawiam się, że film, który widziałeś to był „Pojedynek”, ale nie Jerzego Skolimowskiego tylko Ridleya Scotta. Tytuł oryginalny „The Duellists”, film powstał według opowiadania „The Duel” Josepha Conrada. Jeśli ktoś wie o jakimś wpółudziale Skolimowskiego w tym dziele — co przecież mogło się zdarzyć — to proszę o wiadomość.
    Martek Barański

    Komentarz by Marek Barański — 2 października 2009 @ 15:44

  3. a powszechnie uwaza sie, ze czlowiek lepiej pamieta czasy mlodosci niz to, co zjadl dzisiaj na sniadanie…. buuuuu

    Komentarz by Dyl S. — 2 października 2009 @ 16:12

  4. Z trójki Polański, Skolimowski i Forman, najbardziej ekscytuje mnie Forman i cztery spośród jego niewielu filmów: „Pali się moja panno”, „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Hair” i „Amadeusz”. Polański ma większy dorobek, ale może właśnie za duży? Skolimowski przekonuje mnie tylko polskimi filmami.

    Komentarz by Horacy67 — 3 października 2009 @ 16:42

  5. Mania has stiffled reported in up to 2% of meticulous patients.

    Komentarz by buy ceftin without a perscription — 17 lutego 2011 @ 8:14

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Marka Barańskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.